Dokładnie 563 złotych musiał oddał urzędowi skarbowemu minister obrony, Aleksander Szczygło. Szef resortu czekał ze złożeniem swojego PIT-u do ostatniej chwili. Na szczęście zdążył i nie musiał płacić kary. Zapłacił za to podatek.
Aleksander Szczygło dopiero w ostatniej chwili zlecił wypełnienie swojego PIT-u w biurze rachunkowym. "Zawsze to robię na ostatnią chwilę" -
przyznaje minister, który miesięcznie zarabia blisko 13 tys. zł brutto. Swojego PIT-a szef MON postanowił pokazać czytelnikom "Faktu".
Co z niego wynika? Że Aleksander Szczygło dostał w ubiegłym roku aż 182 tys. złotych brutto. To dużo i dlatego minister wskoczył na 40-procentowy próg podatkowy. Kosztowało go to 563 złote, które musiał oddać fiskusowi.
O tym, że fiskus może mocno uderzyć po kieszeni, przekonał się szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Władysław Stasiak. Wprawdzie rozliczał się, jak przystało na jego funkcję - bezpiecznie, bo złożył zeznanie podatkowe długo przed terminem, ale kwota, jaką musi oddać fiskusowi, zwykłego człowieka przyprawiłaby o ból głowy. Władysław Stasiak, który rozliczał się z żoną, musi dopłacić aż 16 019 zł!
To cena wysokich zarobków obojga małżonków. Szef BBN zarobił w ubiegłym roku aż 153 tys. zł, a jego małżonka Barbara prawie 70 tys. zł. I nie pomogło wspólne rozliczanie. Fiskus jest nieubłagany i bije po kieszeniach nawet najwyższych urzędników - pisze "Fakt".
Co z niego wynika? Że Aleksander Szczygło dostał w ubiegłym roku aż 182 tys. złotych brutto. To dużo i dlatego minister wskoczył na 40-procentowy próg podatkowy. Kosztowało go to 563 złote, które musiał oddać fiskusowi.
O tym, że fiskus może mocno uderzyć po kieszeni, przekonał się szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Władysław Stasiak. Wprawdzie rozliczał się, jak przystało na jego funkcję - bezpiecznie, bo złożył zeznanie podatkowe długo przed terminem, ale kwota, jaką musi oddać fiskusowi, zwykłego człowieka przyprawiłaby o ból głowy. Władysław Stasiak, który rozliczał się z żoną, musi dopłacić aż 16 019 zł!
To cena wysokich zarobków obojga małżonków. Szef BBN zarobił w ubiegłym roku aż 153 tys. zł, a jego małżonka Barbara prawie 70 tys. zł. I nie pomogło wspólne rozliczanie. Fiskus jest nieubłagany i bije po kieszeniach nawet najwyższych urzędników - pisze "Fakt".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|