Dziennik Gazeta Prawana logo

To zdjęcie pogrążyło Mazura

13 października 2007, 15:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Podczas rozprawy ekstradycyjnej Edwarda Mazura obrońcy zarzucali, że okazanie świadkowi do rozpoznania Mazura było źle przeprowadzone - pisze DZIENNIK. Przeczyło temu zdjęcie z Warszawy, które dostarczono sędziemu w Chicago.

Jedna rozprawa wystarczyła sędziemu Arlanderowi Keysowi na rozpatrzenie dowodów w sprawie ekstradycji Edwarda Mazura. Ogłoszenia decyzji, czy biznesmen podejrzany o nakłanianie do zabójstwa Marka Papały będzie wydany Polsce, można się spodziewać w każdej chwili.

Wyrok zostanie ogłoszony w internecie, ale niewiele brakowało, a proces w sprawie o ekstradycję Edwarda Mazura przedłużyłby się o kilkanaście dni. Przyczyną było jedno zdjęcie.

W czasie czwartkowej rozprawy, o północy czasu polskiego, obrońcy wrócili do zeznań Artura Zirajewskiego, płatnego mordercy, na którego słowach polska prokuratura opiera zarzuty wobec Mazura. Zirajewski twierdzi, że Mazur proponował 40 tys. dolarów za zabicie Papały. W 2002 r. rozpoznał go na okazaniu przeprowadzonym przez policję po zatrzymaniu Mazura w Polsce.

"To okazanie zrobiono w sposób urągający wszelkim zasadom, ponieważ obok Edwarda Mazura, który stał z numerem trzecim, było trzech innych mężczyzn, 15 lat od niego młodszych i ubranych w garnitury" - zaatakował adwokat biznesmena Chris Gair.

"To nieprawda" - odparł spokojnie prokurator Mitchell Mars i i jako dowód przedstawił zdjęcie zrobione w trakcie okazania, na którym widniało czterech mężczyzn tak samo ubranych i w tym samym wieku. Zaczęła się słowna bitwa - bo zdjęcie zadawało cios taktyce obrońców podważających siłę dowodów polskiej prokuratury.

Chris Gair ripostował, że od pół roku prosił o przesłanie tego zdjęcia, jednak - nie wiedzieć czemu - nie otrzymał go. Na to prokurator odrzekł, że zdjęcie ma dopiero od poniedziałku, kiedy zostało wysłane "kanałami dyplomatycznymi" z ambasady USA w Warszawie. Mazur słuchał tego wszystkiego skupiony, coś zapisywał na kartkach i podawał asystentom adwokata.

Awantura o zdjęcie zaskoczyła za to sędziego Arlandera Keysa. Zaczął rozmawiać z prokuratorem i z adwokatem. Keys mógł podjąć dwie decyzje - albo odroczyć sprawę i badać autentyczność fotografii, albo uwierzyć prokuraturze i przyjąć zdjęcie od razu. Ogłoszono pół godziny przerwy, atmosfera zrobiła się nerwowa.

Prokurator Mars gdzieś poszedł, a Chris Gair nerwowo chodził po korytarzu. Sąd w końcu przyjął zdjęcie i obie strony wygłosiły mowy końcowe. Rozprawa zakończyła się w czwartek nad ranem czasu polskiego.
Decyzja sędziego Keysa - obojętnie jaka będzie - nie skończy sprawy ekstradycji. Obie strony będą mogły złożyć apelację. A i tak ostateczną decyzję podejmie sekretarz stanu USA Condoleezza Rice.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj