Dziennik Gazeta Prawana logo

Lista Kurtyki to lista Nizieńskiego

13 października 2007, 15:43
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
IPN zaprzecza, że stworzył całościowy katalog agentów. Czym więc jest "lista 500", o której mówi prezes Janusz Kurtyka? Jak dowiedział się DZIENNIK, to ten sam zestaw nazwisk, jakie znajdowały się na tzw. liście Nizieńskiego.

W ciągu kilkudziesięciu godzin "lista 500" zrobiła zawrotną karierę. Znów mnożą się pytania: "Kto tam jest? Kto ze znanych?" Daleko jej do popularności, jaką w 1992 roku miała "lista Macierewicza". Nie dorównuje też szumowi, jaki wywołało ujawnienie "listy Wildsteina" w 2005 r. Najbliżej jej chyba do powstałej w 2004 r. "listy Nizieńskiego".

Według informacji DZIENNIKA, nie tylko jeśli chodzi o skalę sensacji. Lista, o której Janusz Kurtyka mówił w rozmowie z RMF FM i "Newsweekiem", ma być zbieżna właśnie z tą, sporządzoną przez byłego rzecznika interesu publicznego. "Od miesięcy w IPN trwała aktywna kwerenda akt osób, których nie zdążył przeszukać Nizieński" - twierdzi nasz informator.

Gdyby rzeczywiście te dwie listy się pokrywały, oznaczałoby to, że w dużej części znamy nazwiska, które skrywa Kurtyka. Fragmenty "listy Nizieńskiego" ujawnił bowiem w ubiegłym roku tygodnik "Głos" Antoniego Macierewicza. Znajdowało się tam m.in. nazwisko Zyty Gilowskiej. Kurtyka nie wykluczył, że w jego spisie też znajduje się nazwisko wicepremier.

Inny nasz rozmówca z IPN twierdzi, że "lista 500" powstała w czasie kontroli archiwów po tym, jak do Instytutu wpływały różne wnioski, i badawcze i o status pokrzywdzonego. Według jego wiedzy, w ten sposób pracownicy IPN zbierali informacje na temat poszczególnych osób. "Gdy 15 marca weszła ustawa, wystarczyło połączyć nazwiska w listy, stworzyć katalog i pracować dalej" - mówi nasz informator.

Jak więc tłumaczyć słowa rzecznika IPN Andrzeja Arseniuka? Powiedział on wczoraj, że "w IPN nie powstał całościowy katalog osób traktowanych przez służby bezpieczeństwa PRL jako informatorzy". "Warto chyba podkreślić słowo całościowy" - podkreśla informator DZIENNIKA. Według niego, wyrok TK przerwał prace historyków.

Informacje ujawnione przez prezesa Kurtykę wywołały wczoraj reakcję prezesa Trybunału. " Nie wyobrażam sobie, aby można było mówić o jakiejkolwiek liście TW, która miałaby ujrzeć światło dzienne - stwierdził prof. Jerzy Stępień.

Dalsze losy rejestru TW uzależnione są od przebiegu prac nad nową wersją ustawy lustracyjnej. Pierwsze nazwiska mogą ujrzeć światło dzienne już po przeprowadzeniu przez parlament tzw. małej nowelizacji lustracji, która przywróci historykom prawo do badań. "To kwestia czasu, kiedy fragmenty listy zaczną się pojawiać w publikacjach" - twierdzi jeden z historyków IPN.

Głos w sprawie listy zabrał też premier. "<Lista 500> prędzej czy później musi być opublikowana, bo jest rzeczą oczywistą, że Polacy mają prawo do takiej wiedzy" - mówił wczoraj Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem wrogowie lustracji chcą wprowadzić w Polsce cenzurę. "Oni się boją w Polsce demokracji, bo demokracja ich zmiecie" - dodał szef rządu. Minister Zbigniew Wassermann twierdzi, że ujawnienie listy jest konieczne, a prezes IPN musi to zrobić tak, by nie złamać prawa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj