"Niech przeczekają, bo za dwa tygodnie wrócimy do koalicji" - radzi swoim partyjnym kolegom Danuta Hojarska, szefowa Samoobrony na Pomorzu. A zwolnienie od lekarza jest na to najlepszym sposobem. Bo chorego pracownika zwolnić nie można - nawet jeśli rozpada się koalicja. Według "GW", epidemia zaczęła siać spustoszenie wśród działaczy Samoobrony, gdy tylko na jaw wyszły plany pomorskiej posłanki Jolanty Szczypińskiej, wiceprzewodniczącej klubu PiS.

"Zatrudnieni w agencjach rolnych na podstawie faksów posłanki Hojarskiej stracą posady. Usuniemy wszystkich, którzy nie mają kwalifikacji" - powiedziała "GW" Szczypińska.

I po tych słowach od razu rozchorowało się siedmiu pomorskich kierowników powiatowych biur agencji rolnych i kilku ich podwładnych. Kierownik chojnickiego oddziału agencji i szef powiatowej Samoobrony Janusz Galiński trafił nawet do szpitala. Na co choruje? Nie wiadomo.

Tajemnicza choroba dopadła także siostrzenicę posłanki Hojarskiej, kierującą biurem agencji w Nowym Dworze Gdańskim. "Dowiedziałam się, że jej posadę ma zająć działaczka, z którą kiedyś tańczył na zabawie Wojciech Mojzesowicz, gdy gościł u nas jeszcze jako szef sejmowej komisji rolnictwa" - mówi posłanka Hojarska. "Rozumiem działaczy, którzy poszli na zwolnienia. Chcą przetrzymać trudny okres. Ważne, żeby wytrwać do 22 sierpnia, do pierwszego posiedzenia Sejmu. Mam już ciche informacje, że wrócimy do koalicji".

Co na to PiS? "Dziwnie wygląda ta epidemia na stanowiskach kierowniczych w agencjach. Wierzę, że jej przyczyny zostaną zbadane niezależnie od spraw politycznych" - mówi Piotr Zwara, sekretarz zarządu okręgu gdańskiego PiS.

Przedwczoraj nowy minister rolnictwa ujawnił dane o tym, co działo się ostatnio w kadrach w ARiMR. Okazuje się, że w 314 biurach wymieniono 262 dyrektorów, a zatrudnienie wzrosło o 1,5 tys. osób. Wiceszef resortu Henryk Kowalczyk z PiS zapowiedział, że ci pracownicy, którzy nie przebrną przez egzaminy, stracą pracę.