Brudziński nie widzi powodu, ani by politycznie zawłaszczać Herberta, ani by się od niego odżegnywać. Komentując apel Katarzyny Herbertowej, która apelowała o to, by nie wykorzystywać twórczości swego zmarłego męża do sporów politycznych, przypomniał, że w czasie kampanii prezydenckiej publicznie stanęła ona po stronie Bronisława Komorowskiego. 

>>> "Zostali zdradzeni o świcie". Żona poety protestuje

Na argument, że zrobiła to w swoim imieniu, a nie w imieniu męża, poseł PiS odpowiedział: "Proszę mi zacytować jakiekolwiek słowa, kogokolwiek z moich koleżanek czy kolegów z PiS, który by to stwierdził, że Zbigniew Herbert jest własnością, czy dziedzictwem PiS, albo ktokolwiek mówiłby, że Herbert jest, czy też był z nami związany".

Joachim Brudziński tłumaczył też, jak to się stało, że cytat z wiersza Herberta "Przesłanie Pana Cogito" o "zdradzonych o świcie" w ogóle znalazł się w wystąpieniu szefa PiS. "Czasami w polityce jest tak, że aby oddać to, co się naprawdę dzisiaj w Polsce dzieje, potrzeba nie języka doraźnego sporu politycznego, ale potrzeba języka poezji. To zrobił Jarosław Kaczyński" - stwierdził polityk PiS.

Przyznał, że nie należy użytych w tym kontekście słów brać dosłownie, "bo można się tak skompromitować". Pytany, czy sam zarzuciłby rządzącym zdradę, odpowiedział: "Przede wszystkim zarzuciłbym rządzącym, że zostawili samym sobie rodziny. Widzimy to dzisiaj chociażby w kontekście tych wszystkich skandalicznych informacji, które pojawiają się wokół sekcji zwłok".