Bez reformy prawa rolnicy stracą ubezpieczenie w NFZ. Ale przez 8 miesięcy zespół odpowiedzialny za zmiany zebrał się tylko raz. I już się nie zbierze do wyborów.

Reklama

8 miesięcy temu, 26 października 2010 r., Trybunał Konstytucyjny uznał (sygn. akt K 58/07), że obecny sposób finansowania składek rolników – płaci je budżet bez względu na dochód rolnika – jest sprzeczny z ustawą zasadniczą. Przezornie dał rządowi 15 miesięcy na ustawowe załatwienie sprawy. Zegar zaczął tykać 3 listopada, gdy wyrok TK został opublikowany w Dzienniku Ustaw (nr 205, poz. 1363). Czas kończy się więc 2 lutego 2012 r. Jeśli rząd nie wprowadzi ustawowych zmian, rolnicy stracą wtedy ubezpieczenie w NFZ.

Co zrobił rząd po ogłoszeniu wyroku? Powołał kolejny międzyresortowy zespół. Tym razem ds. reformy systemu ubezpieczenia społecznego rolników. Ma pracować w porozumieniu z resortami: zdrowia, rolnictwa, finansów oraz ministrem Michałem Bonim. Ostatni raz zespół spotkał się w grudniu ubiegłego roku. Od tamtej pory nic w sprawie dostosowania przepisów do wyroku się nie dzieje. Usłyszeliśmy nawet w jednym z resortów, że może się nie zebrać do wyborów. Potwierdzają to także nasze rozmowy z osobami, które są odpowiedzialne za przygotowanie zmian w prawie. Mówią oni, że czekają na wyniki prac zespołu międzyresortowego, bo w tej sprawie nie zamierzają się wychylać. – Powstał zespół, ja też czekam na propozycje, wtedy się o nich wypowiem. Do tego opozycja ma teraz sezon dobroci dla wsi i może sama przygotuje projekt. SLD i PiS przypomniały sobie o żniwach, może niech najpierw zasieją – próbuje wszystko obrócić w dowcip minister rolnictwa Marek Sawicki.

Ale sprawa raczej nie jest do śmiechu. Bo choć teoretycznie do 2 lutego jest jeszcze sporo czasu, to w praktyce w tym roku nie uda się już zmian w prawie przeprowadzić. Na jesieni będą wybory, a sprawa powiązania wysokości składki do NFZ z miernikiem zamożności rolników jest kontrowersyjna: otwiera drogę do podwyższenia składek nie tylko do NFZ, ale także na renty i emerytury w KRUS.

Zostaje więc scenariusz awaryjny. Po wyborach nowy rząd i Sejm w ekspresowym tempie dwóch miesięcy muszą przeprowadzić systemową reformę. – Nie ma powodu do zmartwień, dobre rozwiązania można przeprowadzić w 48 godzin, łącznie z uzyskaniem podpisu prezydenta – mówi Sawicki. Tym razem może się to jednak nie udać.

Grzegorz Osiecki

Bartosz Marczuk