Jakiś pan Robert P. przesłał mi na facebooku taką oto odkrywczą wiadomość: "odbyt jest do sr... nie do je...". Ciekawe po ilu eksperymentach odkrył tę prawidłowość?
Na jego profilu można znaleźć 2 zdjęcia. Jedno z nich prezentujące dumnie jego synka z ciekawym motywem religijnym w tle. W kontekscie w/w jakże twórczej wiadomości nie mogłem się oprzeć pokusie prezentacji owego zdjęcia... - napisał we wtorek wieczorem Robert Biedroń. Jednak na jego profilu nazwisko mężczyzny pojawiło się w całości. Bez kropek zacytowana była także jego wypowiedź, zaś na zdjęciu twarz chłopca nie było rozmazana.

Profil Roberta Biedronia jest ogólnodostępny, inaczej niż profil rzeczonego mężczyzny. Jak napisał poseł Ruchu Palikota, decydując się na publikację, wybrał jedno z dwóch zdjęć. To drugie przedstawiało rzeczonego Roberta P.

Post zgromadził ponad sto komentarzy. Wiele z nich jest wulgarnych. Są jednak i takie, których autorzy próbują apelować do Roberta Biedronia o usunięcie zdjęcia dziecka bądź zamazanie jego twarzy. Jeden z użytkowników poinformował, że przesłał już informację na temat wpisu do Rzecznika Praw Dziecka.