Cały czas pamiętam Tadeusza Mazowieckiego jako osobę stanowczą, silną i niezwykłe charyzmatyczną, przy czym nie była to charyzma dla tłumów - mówi o premierze III RP Waldemar Kuczyński, jego bliski współpracownik i m.in. były minister przekształceń własnościowych.

Reklama

Wskazuje, że taki był także podczas ich pierwszego spotkania, w drugiej połowie lat 70., na jednym z zebrań Towarzystwa Kursów Naukowych. - To była niezależna, nielegalna, ale jawna organizacja edukacyjna, pod której pieczą były prowadzone wykłady w ramach tzw. latającego uniwersytetu. Mazowiecki i ja byliśmy członkami założycielami. Miałem wtedy 39 lat, a Mazowiecki był ode mnie o 12 lat starszy - wspomina w rozmowie z dziennik.pl. - W kontaktach osobistych z ludźmi, z którymi był blisko Tadeusz był dowcipny, otwarty, wrażliwy na płeć piękną i dobre trunki. Wszystko jak trzeba - dodaje.

Kuczyński z Tadeuszem Mazowieckim znał się ponad 35 lat, a zbliżyła ich przede wszystkim Stocznia Gdańska w 1980 roku.

Wezwał mnie do Gdańska, żebym dołączył do Komisji Ekspertów przy Lechu Wałęsie. Mazowiecki razem z Geremkiem pojechali wcześniej jego polonezem do stoczni i tam dostali zadanie utworzenia takiej komisji. Tadeusz był wtedy po lekturze mojej książki "Po wielkim skoku” o polityce ekonomicznej Gierka i wezwał mnie do pomocy - przypomina sobie.

Jest przy tym zdania, że wbrew temu co o nim mówiono Tadeusz Mazowiecki był zawsze politykiem na trudne czasy. Bywało, że mylono jego rozwagę i namysł w powolnością.

Taka codzienność urzędnicza, nawet na fotelu premiera go nużyła. Sam o sobie mówił, ze lubi chodzić po trudnych szlakach - kwituje.