Powołana w lutym podkomisja z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej spotkała się po raz pierwszy. Rozmowy trwały niemal cztery godziny. Wziął w nich udział szef MON Antoni Macierewicz.
– powiedział dziennikarzom Maciej Komorowski, syn wiceszefa MON Stanisława Komorowskiego, który zginął pod Smoleńskiem.
Jak ocenił, w środę rodzinom nie przedstawiono niczego konkretnego ani nowego. Komorowski poinformował, że przed pierwszą konferencją prasową podkomisji, która jest zaplanowana na czwartek na godz. 12, rodziny zaproszono na kolejne spotkanie o godz. 10.30.
Wnuk Anny Walentynowicz, Piotr Walentynowicz, powiedział, że na spotkaniu zaprezentowano zakres prac, których podkomisja się podjęła. - powiedział Walentynowicz. Przykładem jest - jego zdaniem - podawanie pilotom niewłaściwej pozycji samolotu. dodał Walentynowicz.
Również córka szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Janusza Krupskiego, Teresa Krupska, powiedziała, że to, co zaprezentowano rodzinom w środę, niewiele zmienia. Walentynowicz relacjonował, że na spotkaniu nie poświęcono wiele miejsca ewentualnej ekshumacji ofiar katastrofy. - powiedział Walentynowicz. - powiedziała z kolei Krupska.
Jako jeden z pierwszych, po ok. 2,5 godzinie ze spotkania wyszedł Paweł Deresz, wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz. powiedział dziennikarzom. - dodał Deresz. Niedługo po nim ze spotkania wyszły jeszcze co najmniej trzy osoby, w tym Barbara Nowacka, córka b. minister pracy Izabeli Jarugi-Nowackiej, oraz Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, wdowa po b. szefie MON Jerzym Szmajdzińskim. Żadna z nich nie rozmawiała z dziennikarzami.
Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, przewodniczącego Komitetu Katyńskiego, który zginął w Smoleńsku, ocenił spotkanie jako bardzo owocne. - powiedział.
Pytany, czy oznacza to, że awaria rzeczywiście nastąpiła, powiedział:mówił Melak.
Dodał, że zostało odnalezionych wiele wcześniej niepublikowanych dokumentów, które miała Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która badała katastrofę pod przewodnictwem ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera i przedstawiła swój raport w lipcu 2011 r. Dopytywany, Melak powiedział, że nie ma jeszcze wniosków wskazujących, że przebieg katastrofy był inny, niż do tej pory ustalono.
Teresa Krupska powiedziała, że podkomisja przedstawiała bliskim ofiar nagrania i prezentacje oraz różne wersje dotyczące przebiegu katastrofy. - zastrzegła. Na pytanie, czy któraś z wersji była faworyzowana, odpowiedziała, że jedna z nich .
Tej części relacji Krupskiej zaprzeczyli Walentynowicz i Komorowski, którzy zgodnie mówili, że nie było mowy o wybuchu. Walentynowicz dodał, że rodziny mogły odsłuchać kilku wyrywkowych fragmentów nagrań. Według Komorowskiego jest to Sama Krupska oceniła, że nagrania nie różniły się niczym od już znanych. Przecząco odpowiedziała też na pytanie, czy spotkanie oznacza przełom w sprawie.
Katastrofę smoleńską z 10 kwietnia 2010 r. badała do lipca 2011 r. Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), którą kierował ówczesny Jerzy Miller. W lutym 2016 r. szef MON Antoni Macierewicz, który wcześniej stał na czele parlamentarnego zespołu smoleńskiego i kwestionował ustalenia komisji Millera, podpisał dokumenty ws. wznowienia badania oraz powołania i składu podkomisji działającej przy KBWLLP.
Komisja Millera ustaliła, że przyczyną katastrofy smoleńskiej było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, czego konsekwencją było zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji Tu-154M. Członkowie komisji podkreślali, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu. Ponadto w raporcie wskazano m.in. na błędy rosyjskich kontrolerów z lotniska w Smoleńsku.
Z kolei ostatni, opublikowany w kwietniu 2015 r. raport kierowanego przez Macierewicza zespołu parlamentarnego, zawierał tezę, że prawdopodobną przyczyną katastrofy była seria wybuchów m.in. na lewym skrzydle, w kadłubie i prezydenckiej salonce. 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi - 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka. Polska delegacja udawała się na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.