- – stwierdziła Iwona Hartwich. Na antenie TVN24 w programie "Fakty po faktach" odpierała także zarzuty jakoby protest miał charakter polityczny. Wyjaśniła, że jedyne co ma miejsce, to pomoc od zaprzyjaźnionych posłanek, które "piorą nasze brudne rzeczy w swoich pralkach", "przynoszą nam pampersy i środki czystości", niezależnie od ich przynależności politycznej.
Hartwich zwróciła uwagę, że kilka lat temu rodzice protestowali w Sejmie na zaproszenie Arkadiusza Mularczyka, zaś od 2014 roku mieli dwuletni zakaz wstępu do Sejmu po ustaleniach z Radosławem Sikorskim.
Powiedziała również, że dziennikarz TVP Info zapytał ją, czy jest "jedynką" PO. – – mówiła.
Pytana o słowa prezydenta, który w piątek był zdumiony, że protestujący odrzucili propozycje rządu, odpowiedziała, że są tą wypowiedzią "zasmuceni i zdziwieni". - - powiedziała Iwona Hartwich.
Odpowiedziała również na zarzuty wobec protestujących typu "stać ich, bo pojechała na wakacje" albo komentarze dotyczące jej szalika. - – ucięła spekulacje.