30 maja portal gazeta.pl opublikował artykuł nt. możliwego planu powrotu b. premiera do polskiej polityki. - poinformował portal.
Jak czytamy w artykule projekt "proeuropejska lista Tuska" zakłada, że kandydatami na europosłów byłyby bardzo znane nazwiska, takie jak Bronisław Komorowski, Jerzy Buzek i inni byli premierzy, np. Marek Belka, Leszek Miller, Hanna Suchocka, Kazimierz Marcinkiewicz, czy Ewa Kopacz. Listę poparłyby, oprócz PO, także Nowoczesna, SLD, PSL i inne formacje, które chcą tworzyć wokół PiS "kordon sanitarny". Z kolei Donald Tusk patronowałby ich startowi". Celem takiego scenariusza byłaby m.in. poprawa wizerunku Polski w UE.
Gazeta.pl poinformowała, że Tusk ze swoim otoczeniem rozważa jeszcze drugi scenariusz. - podał portal.
Siemoniak zapytany na antenie PR 24 o możliwą inicjatywę wspólnej listy ocenił, że "to jest projekt publicystyczny". wyjaśnił polityk.
Jak dodał, Donald Tusk ma swój kalendarz przewodniczącego "zapełniony do końca przyszłego roku". W jego ocenie "bardzo mało prawdopodobne jest (...), że przed grudniem 2019 r. (Tusk) będzie chciał się wprost angażować w polskie inicjatywy polityczne". dodał Siemoniak.
Poseł PO wyraził nadzieję, że Donald Tusk będzie kandydować na prezydenta. - powiedział.
Gazeta.pl napisała też, że z realizacją projektu projektu "proeuropejska lista Tuska" może być kłopot. - poinformował portal.
Siemoniak za "niesłuszne" uznał utożsamianie projektu listy z "walką o miejsce wśród opozycji w Polsce, walką z Grzegorzem Schetyną". powiedział.
Według niego nie ma "żadnej kolizji" między ewentualnym planem Tuska kandydowania w wyborach prezydenckich a działaniami PO pod przewodnictwem Grzegorza Schetyny. - - dodał.