Niegdyś usuwano unijne flagi podczas konferencji pani premier, poseł Krystyna Pawłowicz nazwała ten symbol nawet szmatą, a w zeszłym tygodniu podczas konwencji dumnie go eksponowano. To nie hipokryzja?

Tadeusz Cymański: Nie, to z pewnością zbyt mocne określenie. Mamy w swoich szeregach różnych ludzi. Nie jest tajemnicą, że na niektórych, choć nielicznych, symbole Unii nie najlepiej działają. Nie możemy jednak przez pryzmat jednej sceny czy wypowiedzi budować wizerunku całego ugrupowania. To nieprawdziwy obraz. Jeśli były przypadki lekceważenia czy marginalizowania unijnej flagi to niedobrze. Natomiast nie możemy mylić dwóch kwestii - dla nas zawsze była i będzie najważniejsza flaga Polski - a to wcale nie oznacza od razu opozycji do symboli UE. Wystawianie naszej flagi na pierwszym planie to podkreślenie polskości, a nie lekceważenie Brukseli. Szanujemy Unię, jednak nie jesteśmy w niej ślepo zakochani. Nasze uczucie jest bardzo mądre. Od początku swojej działalności jesteśmy zwolennikami uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej, jako organizacji o określonych korzeniach, wartościach i pewnych celach. A co najważniejsze, chcemy przypominać, że podstawą trwania tej organizacji przez wiele lat było równe traktowanie zarówno dużych i silnych państw, jak i tych mniejszych i słabszych. Dziś ta zasada została zachwiana. To jest przedmiotem emocji. Jednak nikt przytomny na umyśle nawet w myślach nie formułuje pomysłów o Polexicie. Walka polityczna się tak rozgrzała, że zdarzają się i tak absurdalne oskarżenia jak to.

W jakim celu trzeba więc było zmieniać stylistykę?

To, że pojawiły się te flagi na naszej konwencji to dobry gest, aby zakończyć tego typu szkodliwe i błędne spekulacje. Jeśli mielibyśmy postrzegać politykę tylko przez pryzmat oprawy plastycznej to byłoby fatalne. Oznaczałoby, że liczy się tylko to co na zewnątrz. Tymczasem w rzeczywistości liczą się czyny i fakty. Treść musi być ważniejsza niż forma. Rozumiem, że ceremoniał jest istotny. Jednak nie może przesłaniać treści. A my zawsze opowiadaliśmy się za silnym członkostwem Polski w Unii Europejskiej. Awantura o to, że na konferencji pani premier Szydło nie było unijnych flag była najzupełniej zbędna.

Jednak słowa Poseł Pawłowicz o "unijnej szmacie" również odbiły się szerokim echem.

Pani poseł jest znana z kontrowersyjnych wypowiedzi, nie tylko na ten temat. Taki ma pełen temperamentu charakter. Jednak należy zwrócić uwagę na incydentalność takich słów. Nie można tu mówić o jakimś zjawisku, lecz jedynie poszczególnych incydentach. Czasem musimy się za nie tłumaczyć czy przeprosić. To dowód na to, że należy pracować nad umiarkowaniem w swoich wypowiedziach.

A może te dwie narracje PiS wynikają z podziału retoryki na "przedwyborczą" i "powyborczą"?

Nie robimy niczego na pokaz. Proszę mi wierzyć, że dobrze znam poglądy członków swojego środowiska. Krytycyzm wobec polityki unijnej czy złość np. na decyzję o przyjęciu mechanizmu relokacji migrantów faktycznie istnieje, jednak nie może psuć całości obrazu. Polska zabiega o równe traktowanie państw i respektowanie głównych zasad. A one są często przemilczane przez samą Unię Europejską. Widać to na przykładzie podejścia do pracowników delegowanych czy energetyki. Proszę zobaczyć, ile ton węgla brunatnego importowali Niemcy ze względu na to, że część dawnej gospodarki NRD wciąż opiera się na tym surowcu. Brexit też pokazał, że struktura UE może okazać się nietrwała. Jednak żeby była jasność - wcale się z tego nie cieszymy - naprawdę chcemy silnej i sprawiedliwej Unii. Byliśmy w niej i będziemy.

Czy taka postawa spodoba się z kolei drugiej, bardziej eurosceptycznej części elektoratu? Wiele obecnie mówi się o zgłoszeniu nowej partii Ruch Prawdziwa Europa, która ma wywodzić się ze środowiska Radia Maryja.

To tylko przejaw i dowód na to, że mamy w Polsce tętniącą życiem demokrację. Jeśli te informacje się potwierdzą, to będzie to tylko potwierdzało tę tezę. Myślę jednak, że nasz obóz dobrze reprezentuje także środowiska narodowe, których z kolei nie należy mylić z tymi skrajnie nacjonalistycznymi. Z takimi oczywiście trzeba walczyć i robimy to w sposób zdecydowany. Trzeba też podkreślić, że te ekstremistyczne postawy naprawdę nie są częste. Rozdmuchiwanie ich to sabotaż i dywersja.

Czy powstanie takiego ugrupowania jak wspomniany Ruch Prawdziwa Europa oznaczałoby erozję obozu Zjednoczonej Prawicy?

Nie chciałbym nikogo lekceważyć, ale uważam, że historia pokazała jak trudno jest budować nowe byty polityczne. Elektorat też jest świadomy, że rozbicie nie służy nikomu. Wiem co mówię, bo sam zdecydowałem się w dobrych intencjach zakładać niegdyś Solidarną Polskę. I dziś widzę jak dobrze, że teraz udaje nam się zachować jedność. Uważam, że to wartość, którą należy cenić. Rozłam czy walka wewnętrzna byłyby czymś fatalnym. Takie działania nie tworzą siły politycznej i nie sprzyjają stawienia czołu wyzwaniom przed jakimi stoimy. Co więcej, stanowiłyby prezent dla naszych przeciwników politycznych. W sam raz na Mikołaja.

Czy spór wewnątrz Koalicji Obywatelskiej nie jest dla PiS takim właśnie prezentem?
"Nie ciesz się dziadku z czyjegoś wypadku". To są wewnętrzne sprawy tych partii. Nowoczesna jest bardzo osłabiona i nie stawia żadnych warunków. Platforma Obywatelska po prostu czuje słabość swojego partnera i stąd takie działania. Nam potrzeba silnej opozycji, która zmuszałaby nas do lepszej pracy. Fatalna opozycja jest zła dla państwa - łatwizna dla rządzących nie jest wskazana i może działać demobilizująco.