Dziennikarze Wp.pl próbowali uzyskać komentarz Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jej rzecznik, Łukasz Łapczyński, poinformował, że nie ma jeszcze zebranych wszystkich informacji na ten temat.

Z ciągle nieoficjalnych informacji wynika więc, że mężczyzna oskarżający Przemysława Czarneckiego jest jego dobrym znajomym. "Był pod wpływem alkoholu i nie chciał opuścić mieszkania. Powodem kłótni była żona posła. To polityk wezwał policję" - pisze Wp.pl.

Z kolei portal Onet.pl opublikował rozmowę z posłem. - Potwierdzam, że w moim domu interweniowała policja, którą sam wezwałem. W sylwestrowy wieczór byliśmy we trójkę. Ja, moja żona i nasz znajomy, chrzestny córki. Mężczyzna według mojej wiedzy rozciął sobie dłoń. Podobno mnie za to obwinia, ale to nieprawda, gdyż nawet nie byłem bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Był pijany, gdy przyjechała policja, miał bodajże 2,3 promila. A ja byłem całkowicie trzeźwy. Nie chcę opowiadać, jak wyglądała ta sytuacja, gdyż jestem świadkiem w tej sprawie. Zresztą to dotyczy moich osobistych rodzinnych spraw, więc nie chcę się na ten temat wypowiadać publicznie - powiedział Przemysław Czarnecki.

Około 9 rano 1 stycznia mężczyźni zostali poddani badaniu alkomatem. Poseł PiS był trzeźwy, z kolei oskarżający posła mężczyzna miał ponad 2 promile.

Radio RMF FM podało z kolei, że podłożem całego zajścia mogła być zazdrość. W sprawie miał też już zainterweniować prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Według dziennikarzy rozgłośni Przemysław Czarnecki ma się wytłumaczyć na piśmie z całego zajścia.

RMF.FM podkreśla, że do tej pory w sprawie sylwestrowej zabawy w domu Czarneckiego jeszcze nikogo nie przesłuchano.