Urzędujący prezydent, który nie miał żadnego kontaktu z tamtym prezydentem, powinien powiedzieć: "Panie prezydencie! Wałęsa! Proszę mnie reprezentować i Polskę na tym pogrzebie". To powinien był zrobić - mówił Lech Wałęsa na antenie Radia ZET. Zapytany, czy wobec tego Andrzej Duda słusznie zrobił, że poleciał do USA na ceremonię żałobną, odparł: Oczywiście, że nie! A po co jemu to?. Dodał, że mimo zaproszenia, Andrzej Duda miał upoważnić kogo innego, który miał kontakty. I wtedy jest ładnie i on wygrałby całą sprawę - ocenił. Tak to się robi. Ja byłem na pogrzebie Reagana, ja byłem na pogrzebie Mitteranda i zawsze byłem upoważniony - zauważył.

Zapytany, czy nie mówi zbyt lekceważąco o prezydencie, który przecież zabrał go na pokład samolotu, odparł: Ja go nie prosiłem o to, żeby mnie zabierał. Ja jako były prezydent poinformowałem, że zostałem zaproszony przez rodzinę i proszę mi jako Polakowi ułatwić, żebym skorzystał z tego zaproszenia - taki był tekst naszego wystąpienia w stosunku władz Polski. A że oni zaproponowali - powiedział. Dodał też, że podziękował za to prezydentowi i że to było jedno słowo, które powiedział podczas całego lotu. Resztę moja koszulka  [chodzi o koszulkę z napisem Konstytucja - redakcja] rozmawiała z prezydentem - stwierdził.

Lech Wałęsa zabrał też głos w sprawie swojego stroju na pogrzeb. Prezydent Bush na pogrzebie swojej żony założył czerwone skarpetki - przypomniał były prezydent. Gdyby to w naszej religii, w naszej wierze był ten pogrzeb, to właściwie można by powiedzieć, że to jest nietakt. W ich wierze, w ich religii pogrzeb jest może nie na wesoło, ale na pogrzebie się próbuje rozładować nieszczęście, wyjść z twarzą, opowiada się kawały, żarty, prawie każdy z mówców mówił żarty i był śmiech i brawa. Taki jest zwyczaj tam, to nie jest zwyczaj polskiej wiary - podsumował.