Zaznaczył, że nie chce komentować ustawy, która jeszcze nie jest ustawą, bo musi być (...) formalnie przez Sejm przegłosowana z tą jedną poprawką, pomyłką legislacyjną i nie podpisaną przez prezydenta. Jeszcze nie rozmawiałem z prezydentem, nie wiem, jaką opinię ma na ten temat, w najbliższym czasie będę rozmawiał - powiedział na środowej konferencji po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Dodał, że taka rozmowa jest potrzebna. Prezydent na pewno chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jak ustawa wpłynie na prace banku, co o tym myślimy - ocenił Glapiński.

Dogryzł też senatorowi Jackowskiemu, który krytykował brak jawności zarobków. Nawiązując do zdjęć w jednym z tabloidów, na których polityk PiS by nago na plaży, powiedział: Wysłałem prywatną wiadomość do Jana Marii Jackowskiego, znam go kilkadziesiąt lat. Słynie ze skłonności do jawności, bardzo to lubi, nawet na plaży. Senator wszystko chciałby ujawniać, ale w Polsce obowiązuje prawo – stwierdził Glapiński.Prezes NBP ocenił, że politycy chcą publicznie z czymś wystąpić, aby być cytowanym. Glapiński przypomniał, że sam na początku lat 90. był politykiem i przyznał, że pewnie sam to robił.

W ubiegły piątek Senat zaproponował wprowadzenie do nowelizacji ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne oraz ustawy o Narodowym Banku Polskim jednej poprawki korygującej błąd legislacyjny. Teraz nowelą ponownie zajmie się Sejm i po przyjęciu bądź odrzuceniu poprawki Senatu skieruje ją do prezydenta. Nowe przepisy spowodują, że jawne staną się zarobki kadry kierowniczej w NBP; regulować będą też wysokość wynagrodzeń kierownictwa banku.

Glapiński podkreślił, że nie ingeruje w proces legislacyjny. To nie była inicjatywa NBP żeby taką ustawę robić. Ona nam w niczym nie pomoże, tylko nam przeszkodzi, cały szereg różnego rodzaju problemów pracowniczych się może pojawić, ale damy sobie z nimi oczywiście radę, niezależnie i samodzielnie - dodał.

Szef NBP przypomniał, że opinię nt. nowelizacji wydał Europejski Bank Centralny (EBC). W ubiegłym tygodniu EBC w opinii do projektów trzech ustaw, które były procedowane w Sejmie (PiS, PO i Kukiz'15; projekt PiS był wiodący) wskazał, że będą one naruszać niezależność finansową banku, jeśli negatywnie wpłynęłyby na realizację zadań przez NBP. Bank ocenił, że wszystkie trzy projekty ustaw, które zostały złożone, mają zastosowanie do organów decyzyjnych oraz pracowników NBP i wywierają bezpośredni wpływ na ich funkcjonowanie. "Zawarte w projektach legislacyjnych zmiany prowadzące do obniżenia wynagrodzeń są niezgodne z zasadą niezależności finansowej, jeśli negatywnie wpłyną na zdolność NBP do zatrudniania i zatrzymywania pracowników w celu niezależnego wykonywania zadań nałożonych na NBP w Traktacie i Statucie EBC" - napisano w opinii banku.

Najważniejsza poprawka to ta w kontekście opinii EBC. W tej opinii jest propozycja, by dokonać takich zapisów, które by spełniały kryterium niezależności finansowej. Niezależność finansowa polega na tym, że nie może być ograniczeń, jeśli chodzi o wynagrodzenia w NBP z uwagi na to, że te ograniczenia mogą powodować, że nie ma możliwości wykonywania tzw. zdolności operacyjnej. Czyli profesjonalna kadra - powiedział.

Glapiński przyznał, że w nowelizacji znajduje się przepis, który dla pracowników wyższego szczebla, dyrektorów jest szczególnie dyskomfortowy. Ujawnienie wszystkich wynagrodzeń, czy wszystkich składników wynagrodzenia (wynagrodzenia, premii, nagrody) jest oczywiście dyskomfortem (...) O ile publiczne oświadczenia majątkowe prezesa i zarządu nie budzą żadnych wątpliwości, to wszystkich dyrektorów, to jest taki ewenement. Żaden bank europejski nie ma takiej regulacji, nie ma jawnego systemu wynagrodzeń dyrektorów - ocenił.

Przepisy nowelizacji o NBP stanowią m.in., że uchwała zarządu NBP ws. zasad wynagradzania będzie jawna i publikowana w Biuletynie Informacji Publicznej na stronie NBP. Na BIP-ie NBP-u publikowane mają być także wynagrodzenia prezesa, wiceprezesów, członków zarządu NBP i osób zajmujących stanowiska dyrektora oddziału okręgowego, dyrektora departamentu (komórki równorzędnej) i ich zastępców oraz osób zajmujących stanowiska równorzędne pod względem płacowym ze stanowiskiem dyrektora departamentu i jego zastępcy. W noweli znajduje się również przepis, który nakazuje upublicznić m.in. zarobki prezesów, wiceprezesów, członków zarządu NBP oraz pracowników banku zajmujących stanowiska dyrektora oddziału okręgowego, dyrektora departamentu i ich zastępców za lata 1995-2018.

Według Glapińskiego obowiązek upublicznienia oświadczeń majątkowych, wysokości wynagrodzeń, powinien dotyczyć również innych instytucji sektora publicznego związanych z rynkami finansowymi jak np. BFG, czy KNF. Glapiński ocenił ponadto, że zaproponowany w noweli współczynnik, według którego ma być wynagradzana kadra kierownicza banku, nie powinien spowodować odejść z NBP. Nowelizacja ustawy o NBP stanowi bowiem, że maksymalne wynagrodzenie dla poszczególnych pracowników, poza wiceprezesami oraz członkami zarządu NBP, nie będzie mogło przekroczyć 0,6-krotności (60 proc.) wynagrodzenia prezesa NBP.

Dopóki jestem prezesem (NBP -PAP), jeszcze trzy lata, to na pewno nikt nie naruszy niezależności banku centralnego i nie pozwolimy sobie tutaj tej nienaruszalności naruszać, łącznie z całą RPP i zarządem - dodał Glapiński. Prezes NBP przyznał, że do tej pory poza nieszczęsnymi wypowiedziami jakiegoś ministra bądź wicepremiera (...) poważnej próby ingerencji w nasze podstawowe decyzje i działania nie miały miejsca. Zwrócił uwagę, że bank nie wtrąca się w działania rządu.

W styczniu wiceremier i minister szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, skomentował doniesienia Gazety Wyborczej o zarobkach dwóch współpracownic prezesa NBP. Według gazety, szefowa departamentu komunikacji i promocji miałaby zarabiać ok. 65 tys. zł miesięcznie. Gowin mówił, że oczekuje, by władze banku przedstawiły opinii publicznej uzasadnienie takich "szokująco wysokich" zarobków. Dodawał też, by prezes NBP w tej sprawie, "nie chował głowy w piasek".

Prezes NBP przypomniał środę, że zarobki profesorów w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie także i on wykłada, nie są jawne, a różnica między wynagrodzeniami kadry profesorskiej znacznie się różni. Bardzo dużo by złej krwi - jak to się mówi - narobiło ujawnienie tych zarobków. Jeśli np. premier Gowin mówi, że jest nieprzyzwoitość, niejawność zarobków w NBP, to zachęcam, żeby to zrobił na uczelniach publicznych, które biorą pieniądze z podatków. My nie bierzemy pieniędzy z podatków, odprowadzamy pieniądze. W samej mojej kadencji odprowadziliśmy chyba 16 mld 600 mln zł, przez ostatnie 10 lat odprowadziliśmy chyba 47 mld zł. Mówienie, że jest to niegodność czy niegodziwość, że nie ujawniamy, podczas gdy na uczelniach wyższych - powtarzam (wynagrodzenia - PAP) są niejawne. Trzeba zacząć od własnego podwórka - powiedział

Glapiński dodał, że "rzucił myśl" w banku, by zachęcić 3,3 tys. pracowników NBP, żeby w trybie dostępu do informacji publicznej zasypali instytucje podległe premierowi Gowinowi z prośbą o poinformowanie, ile zarabiają pracownicy uczelni publicznych, ile zarabiają dyrektorzy w ministerstwie, w różnego rodzaju instytucjach naukowo-dydaktycznych, bo taką akcję wobec nas zorganizowano. Podkreślił jednocześnie, że oczywiście tego nie zrobi, bo w przeciwieństwie do innych jestem odpowiedzialny, dbam o dobre państwo, nie szukam konfliktów, staram się zgodnie te interesy jakoś kojarzyć, nie będę jątrzył przeciwko polskiemu rządowi w EBC - wprost przeciwnie.

Prezes NBP pytany był również przez dziennikarzy skąd wiedział, kiedy Marek Chrzanowski opuści areszt. Chodziło o styczniową wypowiedź Glapińskiego po posiedzeniu RPP. Szef NBP proszony wówczas o komentarz do zatrzymania b. szefa KNF powiedział, że Marek Chrzanowski wyjdzie niedługo, w tym miesiącu, z aresztu i się będzie wypowiadał.Glapiński podkreślił w środę, że wszyscy o tym wiedzieli. Skąd wiedziałem, kiedy pan przewodniczący prof. Marek Chrzanowski opuści areszt? Wszyscy wiedzieli. Dwa miesiące aresztu wtedy mijały. Jakbym powiedział, że wcześniej lub dłużej, to wtedy można byłoby się zastanawiać - tłumaczył.

Były szef KNF Marek Chrzanowski, podejrzany o przekroczenie uprawnień w związku z rozmową z właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim, pod koniec stycznia opuścił areszt śledczy w Katowicach, gdzie spędził dwa miesiące.

O tym, że Chrzanowski wyjdzie w sobotę na wolność, ostatecznie zdecydował katowicki sąd okręgowy, odrzucając zażalenie prokuratury na wcześniejszą decyzję sądu rejonowego o nieprzedłużeniu okresu aresztowania podejrzanego. Prokuratura wnioskowała, aby były szef KNF spędził w areszcie kolejny miesiąc, uzasadniając to obawą matactwa. Sądy w obu instancjach nie podzieliły tych obaw.