W sieci pojawił się film, na którym Bernadeta Krynicka zalicza wpadki podczas wystąpienia z okazji rocznicy bitwy pod Wizną

Reklama

Drżący głos, "panteneu" zamiast "panteonu", "generania" zamiast "generała" i wreszcie ziemia wizneńska, a nie wiska czy wizka.

Internauci mocno skrytykowali posłankę PiS za te wpadki.

- Ten nie popełnia błędów, co nic nie robi. Gdyby wszyscy politycy popełniali tylko takie błędy w swojej pracy... - tak w rozmowie z wp.pl tłumaczy je Krynicka. Przyznaje też, że tamtego nie nie była w najlepszej formie.

- Trudno ludziom tłumaczyć, że człowiek może się źle czuć. Byłam chora, przez dwie noce nie spałam. Tak naprawdę nie powinnam w ogóle pojechać. Trudno było się wycofać, trzeba było to zrobić. Tak wyszło. Ktoś, kto mnie zna, widział, że ze mną coś nie tak było - mówi i dodaje, że "człowiek pracuje ponad siły i przelicza swoje siły".

Na pytanie, czy sama przygotowywała przemówienie, odpowiada, że "poseł nie jest w stanie sam wszystkiego zrobić" i, że "jest człowiek, który za to odpowiada".

- Tylko i wyłącznie moje samopoczucie wtedy sprawiło, że poplątał mi się język. To nie było moje pierwsze wystąpienie, choć może nie jestem w tym najlepsza - podkreśla posłanka.

Na krytykę internautów i popularność filmu w sieci, odpowiada, że "nigdy nie myślała, że aż taka może być nienawiść do człowieka".