Akcja MO z lat 1985-1987 miała kryptonim Hiacynt. Funkcjonariusze zbierali materiały o homoseksualistach, po której zarejestrowano ok. 11 tys. akt osobowych. Była to próba zastraszania liderów i działaczy rodzącego się wówczas w PRL ruchu homoseksualnego.
"To była potwornie brudna akcja, aresztowano ludzi, szantażowano, wyciągano od nich informacje dotyczące technik seksualnych" - mówi Jacek Adler, szef gejowskiego portalu internetowego. "Materiał znajdujący się w tych teczkach jest tak brudny, że trudno porównać go z czymkolwiek" - dodaje.
Homoseksualiści chcą, by wszystkie teczki zgromadzone w wyniku tej akcji zostały wyodrębnione ze zbioru IPN i utajnione do momentu śmierci ostatniej osoby, spośród tych, których dotyczą. Po to, by ofiary komunistycznej milicji miały pewność, iż nikt żadnej z ich teczek nie opublikuje.
W czerwcu, podczas omawiania w Senacie sprawozdania z działalności IPN za 2006 rok, szef Instytutu Janusz Kurtyka pytany, czy w IPN są materiały "Hiacynt", mówił, że "nie wykazywał specjalnej determinacji, by przejąć ten zbiór z rąk policji".
Ujawni jednak, że choć doszło do rozmów IPN z policją na ten temat, to żadne ustalenia nie zapadły. "Nikt nie chce brać tego gorącego kartofla do ręki" - oświadczył wówczas prezes Kurtyka.