Sejm wybrał w czwartek w nocy posłów PiS Marka Asta, Arkadiusza Mularczyka, Bartosza Kownackiego i Kazimierza Smolińskiego na członków Krajowej Rady Sądownictwa. Głosowanie miało burzliwy przebieg; było powtórzone, posłowie opozycji skandowali: "oszustwo". Pierwsze z głosowań zostało przerwane przez Witek. Marszałek zapytała czy nowi posłowie mają problem z głosowaniem. Z nagrania na stronie Sejmu wynika, że do marszałek podeszła posłanka, która powiedziała, że "jest problem". Marszałek zapytała czy anulować głosowanie. Na sali pojawiły się głosy, żeby nie anulować. Na nagraniach na stronie internetowej Sejmu słychać też kobiecy głos: "Trzeba anulować, bo my przegramy, za dużo osób (...)".

Marszałek Sejmu uzasadniała decyzję o powtórzeniu głosowania zgłaszanymi z sali problemami z systemem do głosowania; w powtórzonym głosowaniu spośród sześciorga kandydatów do KRS wybrani zostali czterej posłowie PiS.

"W związku z powtarzającymi się informacjami jakobym była jedną z osób proszących panią marszałek Witek o anulowanie pierwszego głosowania nad kandydatami do KRS kategorycznie wyjaśniam: popełniłam błąd w tym głosowaniu przedwcześnie kończąc procedurę, ale nie zwracałam się o jej unieważnienie z powodu kłopotów technicznych, a jedynie przyznając się do błędu pytałam czy ja - jako że głosowanie ciągle trwało - mogę do niego powrócić. Pani marszałek z uśmiechem odpowiedziała, że jest to niemożliwe" - napisała posłanka KO w sobotę w przesłanym PAP oświadczeniu.

Jak zaznaczyła, "spodziewając się takiej odpowiedzi spokojnie wróciła na miejsce". "Tym samym nie mam nic wspólnego z późniejszym rozwojem wydarzeń i decyzją Pani Marszałek. Regulamin Sejmu nie pozostawia wątpliwości. Powtórne głosowanie może się odbyć po ogłoszeniu wyników i ewentualnym przyjęciu udokumentowanego i podpisanego przez 30 posłów wniosku o reasumpcję" - podkreśliła Śledzińska-Katarasińska.

Podczas piątkowej sesji pytań i odpowiedzi (Q&A) na Facebooku o czwartkowe głosowania ws. wyboru posłów do KRS był pytany premier Mateusz Morawiecki. Z wczorajszymi głosowaniami było bardzo prosto - ocenił premier. Zwykle głosuje się czerwony lub zielony (przycisk) - za lub przeciw. Jedno głosowanie było troszeczkę bardziej skomplikowane, wybór czterech osób z sześciu, tam trzeba było naciskać ileś sekwencji guzików, co posłowie robią rzadko - mówił szef rządu. Relacjonował, że zarówno posłowie opozycji, jak i koalicji rządzącej podchodzili do marszałek Sejmu, zwracając uwagę, że "coś jest nie tak". Premier stwierdził, że nieprawidłowości zgłosiła m.in. posłanka Śledzińska-Katarasińska. Głosy o niedziałających kartach - mówił Morawiecki - można było usłyszeć od posłów opozycji siedzących na końcu sali posiedzeń.

Podobnie sprawę czwartkowego głosowania relacjonowała w rozmowie z PAP rzeczniczka PiS Anita Czerwińska. Przekonywała, że marszałek podejmując decyzję o anulowaniu głosowania w sprawie wyboru kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa nie znała wyniku głosowania, bo nie ma nawet takich możliwości technicznych.

Na sali zapanował chaos, część urządzeń do głosowania nie działała w sposób prawidłowy, a wezwania do powtórnego głosowania padały ze wszystkich stron sali, w tym np. ze strony pani poseł Śledzińskiej-Katarasińskiej, która mówiła o pomyłce; w tej sytuacji marszałek Sejmu podjęła decyzję o anulowaniu trwającego głosowania - podkreśliła rzecznik PiS. Ostateczny wynik głosowania był jednoznaczny i wskazywał wolę Sejmu. Podobna sytuacja miała miejsce wcześniej, przy 49. głosowaniu, gdy poseł Michał Szczerba trzykrotnie zgłaszał awarię - dodała Czerwińska.