Dziennik Gazeta Prawana logo

Prezes TVP przestawiał fotele

5 listopada 2007, 23:22
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Do wczorajszej debaty przygotowywano się cały dzień. "Panowie, spieszcie się do cholery, nie ma czasu, to nie są żarty!" To pierwsze słowa, jakie było słychać, gdy wchodziło się do studia S-1 w budynku Telewizji Polskiej, w Warszawie przy ulicy Woronicza - pisze DZIENNIK.

To, co było widać, również przypominało, że już niedługo wydarzy się w tym miejscu coś nadzwyczajnego. Dziennikarze prowadzący debatę byli już na miejscu i po raz kolejny analizowali swoje pytania.

Kilkudziesięcioosobowa ekipa telewizyjna poprawiała kamery, światła, elementy scenografii.

Ważny był każdy szczegół. "Przestawcie ten fotel, jeszcze spadnie z podestu i dopiero będzie sie działo" - na takie rzeczy zwracał uwagę sam prezes TVP Andrzej Urbański, który osobiście nadzorował przygotowania. O 18.10 rozpoczyna się kolejna próba, wszystko po to, by za niespełna dwie godziny wszystko było tak, jak trzeba. Takich prób w ciągu tygodnia było kilka.

"Proszę bardzo, zaczynamy" - Andrzej Urbański rozpoczyna ostatnią już próbę. Kilkakrotnie powtarza swoją kwestię, czyli przywitanie obu gości.

Teraz kolej na dziennikarzy. "Pani redaktor, trochę za głęboko siedzi pani w tym fotelu" - mówi do Joanny Wrześniewskiej-Zygier ze związanej z Polsatem TV Biznes. Po godzinie wszyscy już wiedzą, jak chodzić, siadać i gdzie patrzeć w odpowiednim momencie.

Około 19.20 pojawiają się oficerowie Biura Ochrony Rządu, wprowadzają psa i sprawdzają, czy pomieszczenie jest bezpieczne. Przed studiem zgromadziła się już 150-osobowa publiczność, goście zaproszeni przez sztaby wyborcze PiS i LiD. Każda osoba przed wejściem jest dokładnie sprawdzana przez BOR. Teraz mogą wejść - goście prezydenta Kwaśniewskiego na lewo, widownia premiera - na prawo. Koordynator kieruje wszystkich na swoje miejsca. Publiczność może jedynie okazywać aplauz, nie wolno jej wyrażać dezaprobaty dla żadnego z dyskutantów.

W studio przy Woronicza wiele osób napracowało się, aby technicznie debata odbyła się bez zakłóceń. Największa pracę wykonał jednak ktoś inny, choć z całą pewnością za wszelką cenę starał się, aby wszyscy myśleli inaczej. To szefowie sztabu obu dyskutantów. Współpracownik Aleksandra Kwaśniewskiego Waldemar Dubaniowski i Tomasz Dudziński ze strony szefa rządu do końca omawiali szczegóły debaty.

Pod uwagę brane było wszystko, nie tylko przygotowanie merytoryczne, ale też wizerunek: gesty, mimika twarzy, ubiór. Wraz ze sztabowcami nad wizerunkiem premiera i prezydenta czuwali eksperci, którzy doradzali im, jak się ubrać, jak mówić i nawet w jaki sposób patrzeć.

Dubaniowski zażądał, by o kończącym się czasie wypowiedzi przypominał dźwięk gongu. "Jak dziennikarz miałby przerywać premierowi?" - argumentował współpracownik byłego prezydenta. Jego żądanie zostało przyjęte.

"Sprawdzałem, skąd będzie wychodził prezydent, a skąd premier. Patrzyłem, czy w studiu jest zegar" - opowiada Dubaniowski. Tomasz Dudziński zapowiadał z kolei, że premier pojawi się na debacie ubrany w "klasyczne kolory, żadnych ekstrawagancji".

Wcześniej były prezydent relaksował się przed debatą, spacerując po Łazienkach w towarzystwie szefa SLD Wojciecha Olejniczaka. Spacerowali około godziny. "Rozmawiali głównie o debacie, ale też o innych rzeczach, np. o wyborach na Ukrainie" - opowiada Piotr Mościcki, rzecznik SLD.

Z kolei premier Jarosław Kaczyński spędził pracowity dzień. Jak mówił nam rzecznik rządu Jan Dziedziczak, debata nie wpłynęła na zaplanowany wcześniej plan dnia. Kaczyński m.in. wręczył nominacje prokuratorom z Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej.

Wszystkie przygotowania, strategie i plany zostały zakończone dokładnie o 19.46, gdy do studia telewizyjnego wszedł Aleksander Kwaśniewski. Pięć minut później przyjechał Jarosław Kaczyński. Były prezydent, chcąc od początku pokazać, kto tu rządzi, podszedł do niego, podał mu rękę i zaprosił na fotel. Jarosław Kaczyński poirytowany przypadkowo upuścił mikrofon, na co śmiechem zareagowała widownia rywala. Resztę widzieli już wszyscy. Bo zaraz potem, punkt 20, rozpoczął się show.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj