"Na obecnym etapie sprawy lustrowany nie jest zainteresowany dalszym prowadzeniem przeciwko niemu postępowania lustracyjnego. Jeżeli zatem abp Stanisław Wielgus nie należy do kręgu osób zobowiązanych do złożenia oświadczenia lustracyjnego, bo nie pełni obecnie żadnej funkcji publicznej, to bez względu na powody odstąpienia od autolustracji brak jest interesu publicznego w dalszym prowadzeniu sprawy" - argumentował sędzia Andrzej Klimkowski.
"W sytuacji, w której Ojciec Święty przedstawia swój punkt widzenia, przypomina dokonania abp. Wielgusa i dokonuje pełnego oczyszczenia jego osoby, rehabilitacja w postaci orzeczenia sądu, w dzisiejszej rzeczywistości naszego kraju, jest całkowicie niepotrzebna" - tłumaczy decyzję hierarchy o przerwaniu autolustracji jego mecenas, Marek Małecki.
7 stycznia abp Wielgus zrezygnował z funkcji metropolity warszawskiego w związku z ujawnieniem jego teczki z archiwów IPN. Dymisję arcybiskupa wymusił Watykan. Dwie komisje - kościelna i powołana przez Rzecznika Praw Obywatelskich - uznały, iż są dowody, że Wielgus w latach 1973-78 zobowiązał się do współpracy z wywiadem PRL.
Arcybiskup złożył wniosek o autolustrację. Domagał się sądowego potwierdzenia, że nie był tajnym i świadomym współpracownikiem tajnych służb PRL. Sąd lustracyjny nie zdążył zająć się wnioskiem. Zgodnie z nową ustawą lustracyjną organ ten przestał istnieć 15 marca.
Sprawę lustracyjną arcybiskupa przekazano więc do wydziału karnego Sądu Okręgowego w Lublinie. Dlaczego akurat tam? Bo - zgodnie z nową ustawą - procesem autolustracyjnym arcybiskupa Wielgusa powinien się zająć sąd w mieście, w którym hierarcha mieszka. A po aferze z teczką IPN duchowny przeniósł się właśnie do Lublina.
Abp Wielgus już wtedy chciał zrezygnować z autolustracji. Zależało mu na procesie przy drzwiach zamkniętych, a taki mógłby się odbyć jedynie w sądzie lustracyjnym. W sądzie okręgowym proces byłby jawny.