I zamiast rozrzucać ostatni, jesienny obornik, były wicepremier może przerzucać stare gazety w smutnej celi. Ale na razie Andrzej Lepper robi dobrą minę do złej gry. W sobotę i w niedzielę urządził dwie konferencje prasowe. W sobotę opowiadał o planach Samoobrony.
Zaatakował też premiera Jarosława Kaczyńskiego. "Dzięki Samoobronie ludzie zobaczyli jego prawdziwą twarz, twarz człowieka chorego na władzę"- mówił. A potem powiedział, że nie obawia się zatrzymania i prokuratury.
"Tak zwana seksafera była ręcznie sterowana. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że Jarosław Kaczyński od początku o wszystkim wiedział" - atakował szef Samoobrony.
Tymczasem łódzka prokuratura jest już przygotowana, by postawić Lepperowi zarzuty. Nieoficjalnie wiadomo, że szef Samoobrony jest podejrzewany o udział w seksaferze i zmuszanie do seksu kobiet zatrudnianych w biurach tej partii. Dowody w tej sprawie są zebrane. Teraz prokuratorzy czekają tylko na wygaśnięcie immunitetu Leppera. Stanisław Łyżwiński, jego kolega partyjny, z podobnymi zarzutami siedzi już w łódzkim areszcie. Podobny los może czekać szefa Samoobrony, choć oficjalnie prokuratura jeszcze nie chce tego potwierdzić - donosi "Fakt"
Na razie Andrzej Lepper wrócił do swojego gospodarstwa w Zielnowie koło Koszalina. I szybko przebrał się w gumiaki, założył roboczy drelich, a na głowę zawadiacko wsunął kowbojski kapelusz. Rolnik pełną gębą! Były wicepremier pokręcił się po obejściu, a potem raźno wskoczył do terenowego auta i ruszył w objazd po swoich włościach - informuje bulwarówka.