Głosowało 1020 delegatów. Za było 810, przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu opowiedziało się 50, 77 wstrzymało się od głosu.

Choć to dobry wynik, widać rysy na politycznym monolicie, jakim do tej pory było Prawo i Sprawiedliwość. Ten kongres w niczym nie przypominał poprzednich, na których prezes zdobywał niemal jednogłośne poparcie. Bunt trzech wiceprezesów partii zaowocował większą liczbą głosów przeciw Kaczyńskiemu.

Prezes PiS zdawał się nie zauważać tego zamieszania. W długim przemówieniu wyliczał sukcesy swoich rządów. Zapewniał, że PiS nie zrezygnuje z budowy IV Rzeczpospolitej. Na zakończenie przemówienia do delegatów kongresu, Jarosławowi Kaczyńskiemu przydarzyła się zabawna pomyłka językowa.

"Jeszcze raz zwracam się do Państwa o podtrzymanie uchwały z 2006 roku, na podstawie której zostałem powołany na stanowisko prezesa Porozumienia Centrum" - przejęzyczył się. "Prawa i Sprawiedliwości" - szybko poprawił, gdy na sali rozległ się śmiech. "Przyzwyczajenie druga natura" - tłumaczył z uśmiechem.

"Chciałem prosić, by te wybory miały charakter tajny" - zwrócił się do delegatów. Potem w burzy oklasków zszedł z podium, a 1020 delegatów ruszyło po karty do głosowania. Tajne głosowanie zakończyło się o godzinie 17.

Już po żywiołowej reakcji sali w czasie przemówienia Kaczyńskiego nietrudno było zgadnąć, że partia poprze prezesa. Choć niemałe zamieszanie na kongresie wprowadził krakowski działacz PiS, Bogusław Bosak. Domagał się bowiem, by zaprosić na obrady trzech zbuntowanych i zawieszonych wiceprezesów PiS - Ludwika Dorna, Kazimierza Michała Ujazdowskiego oraz Ludwika Dorna.

Jarosław Kaczyński ostro powiedział "nie". Przyjęcie wniosku Bogusława Bosaka oznaczałoby odwieszenie wiceprezesów w prawach członków partii, a więc złamanie statutu PiS - skwitował.