Czy skończy się wojna między premierem a prezydentem?
"Jak po sawannie chodzi lew, to chyba nikt nie liczy na to, że będzie jadł trawę i nie zaatakuje zwierzyny" - śmieje się wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski z PO. Aby nie było wątpliwości od razu precyzuje: "A atakującym w tym wypadku jest przegrany, czyli prezydent. Taka diagnoza wywołuje irytację u Elżbiety Jakubiak z PiS. "To rząd przyjął zasadę marginalizacji prezydenta. A przecież prezydent na arenie międzynarodowej jest potrzebny każdemu narodowi w każdym kraju" - ripostuje była szefowa gabinetu Lecha Kaczyńskiego. Według niej prędzej czy później rząd wycofa się z wojny z prezydentem. Takie same nadzieje są w PO, z tą jednak różnicą, że to pałac spuści z tonu. A to oznacza, że w relacjach Tusk - Kaczyński zmienić może się niewiele. Chyba że obaj rękę na zgodę wyciągną z okazji wielkiego narodowego święta. W listopadzie 2008 r. przypada 90. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Zapewne politycy opozycji i koalicji będą chcieli urządzić z tej okazji wielką fetę. "Na obchodach tej rocznicy rządowi na pewno będzie zależeć. I chyba nie będą mogli zrobić tego bez prezydenta" - ocenia Jakubiak.

Czy będzie iskrzyć między koalicjantami?
Rozmówcy DZIENNIKA prognozują, że w koalicji PO - PSL już w 2008 r. pojawią się pierwsze zgrzyty. "Spodziewam się, że miodowy miesiąc dla Platformy się kończy. Na razie ten rząd żyje z tego, że unika kontrowersyjnych decyzji. Ale w końcu przyjdzie czas, kiedy trzeba będzie dokonywać wyborów" - mówi były szef Unii Pracy Ryszard Bugaj.

Gdzie może dojść do sporu? "Na pewno w kwestii emerytur rolniczych oraz tego, czy w edukacji wprowadzić bony, co uderzy w wieś. To nie będzie się podobało PSL" - tłumaczy Bugaj. Nie wyklucza, że prędzej czy później miejsce ludowców w koalicji zajmą lidowcy.

Zgrzytów w koalicji spodziewa się też Julia Pitera. Bagatelizuje je jednak. "Byłabym zdziwiona, gdyby nie było różnicy poglądów. Docieranie różnic powoduje jednak, że wybiera się dobre rozwiązanie" - uspokaja minister ds. walki z korupcją.

Czy poparcie dla Platformy spadnie?
Choć napięcia w koalicji raczej nie będą tak spektakularne jak kłótnie pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem, to - jak twierdzą nasi komentatorzy - rządzącej Platformie i tak zaszkodzą. Dziś cieszy się ona zaufaniem prawie 60 proc. społeczeństwa. "PO jest teraz tak wysoko, że musi spaść. Takie są prawa fizyki" - uważa europoseł Ryszard Czarnecki. Teoria grawitacji bliska jest też Bugajowi. "Sukces w poparciu społecznym dla Platformy nie jest trendem stałym" - diagnozuje ten doktor ekonomii.

Czy dojdzie do protestów społecznych?
Miłość Polaków do nowej władzy może zacząć topnieć, kiedy na ulice będą wylewały się strajki lekarzy, pielęgniarek i nauczycieli. A to zdaniem naszych rozmówców jest raczej nieuniknione. - Nie można bezkarnie składać takich zobowiązań, jakie złożyła w kampanii PO. Bo według obietnic policjanci i lekarze mieli świetnie zarabiać - zaznacza Bugaj. I ostrzega, że lada moment kolejne grupy społeczne zaczną się o to upominać. Pitera ma jednak nadzieję, że taki scenariusz się nie ziści. "Wiadomo, że nie mogą być spełnione od razu wszystkie oczekiwania. Jeśli ludzie będą jednak widzieli, że stopniowo są one realizowane, to protestów nie będzie" - przekonuje posłanka PO.

Czy PiS odzyska stracony teren?
Na myśl o protestach politycy PiS zacierają ręce. Bo spadek notowań dla PO jest dla nich szansą na skok w sondażach. Dziś PiS ma niecałe 20 proc. poparcia. Jak ocenia Czarnecki, partia Jarosława Kaczyńskiego straty zacznie już wkrótce odrabiać. "PiS może dogonić PO w sondażach w 2008 r." - twierdzi europoseł. Także Jakubiak ma nadzieję, że jej partia odrobi straty. "Wreszcie przyjdzie czas rozliczeń dla PO. I wtedy hasła typu, że nam wszystkim będzie się żyło lepiej, nie wystarczą" - mówi. I zaznacza, że PiS jako opozycja nie przepuści Platformie żadnej wpadki. "W ławach poselskich zasiedliśmy jako byli ministrowie. Jesteśmy więc merytoryczną opozycją. I w debacie zetrzemy się z PO" - przekonuje. Takiego optymizmu nie podziela Bugaj. "Strata dla PO wcale nie musi oznaczać zysku dla PiS. Obawiam się raczej, że coraz więcej wyborców będzie zniechęconych polityką" - ocenia.

Co z lewicą?
Nie najlepiej. SLD czeka kongres, na którym zapadnie wyrok, czy Wojciech Olejniczak ma nadal rządzić partią. A są w niej tacy, którzy młodego lidera odesłaliby już na polityczną emeryturę. Trwa też wewnętrzny spór o to, czy LiD powinien przekształcić się w jedno ugrupowanie, czy nie. "Lewica ma dziś nieciekawą ekipę, która kłóci się między sobą" - opowiada Bugaj. Zaznacza jednak: "Powrót do jakiejś lewicy społecznej jest nieuchronny, ale w Polsce jest to chyba niemożliwe ze względów kulturowych. Lewica w Polsce będzie szła ku marginalizacji" - uważa Bugaj. Dodaje, że w Polsce jest za to miejsce dla partii konserwatywno-socjalnej.

Czy Polska zdąży przygotować się do Euro 2012?
To pytanie spędza sen z powiek nie tylko kibicom. Spokojnie spać nie mogą przede wszystkim rządzący politycy. Bo porażka w przygotowaniach do mistrzostw oznacza odebranie Polsce ich organizacji. A to z kolei oznacza dla nas wstyd w całej Europie. Aby zdążyć, rząd powinien podpisać z projektantami wszystkie umowy na budowę stadionów do końca 2007 r. "Takie mieliśmy założenia, jak obejmowałam resort. Z kolei do końca 2008 r. mieliśmy rozstrzygnąć przetargi na budowanie stadionów, aby wiosną 2009 r. wejść już na budowę" - mówi była minister sportu Elżbieta Jakubiak. Organizacja mistrzostw wiąże się też z budową dróg, lotnisk i modernizacją kolei.

"Na razie to musimy nadrobić stracony czas po rządach PiS" - odbija piłeczkę były piłkarz, poseł PO Roman Kosecki. Podkreśla, że jest już gotowy program boisk, jest też projekt Stadionu Narodowego. "Wszystko idzie zgodnie z planem. Euro 2012 odbędzie się w Polsce i na Ukrainie" - uspokaja.

Co jeszcze czeka nas w 2008 r.?
Platforma będzie walczyć o CBA z Mariuszem Kamińskim, komisje śledcze będą działać pełną parą, a Andrzej Lepper będzie czekać na wyrok w sprawie seksafery. Czy trafi za kratki? "Do więzienia nie pójdzie, bo będzie pewnie na zwolnieniu lekarskim" - kwituje Czarnecki. Wszyscy politycy zgodni są tylko w jednym: to będzie lepszy rok niż poprzedni. "Przede wszystkim dlatego, że nie będzie już w polityce takich postaci jak Lepper czy Giertych" - cieszy się Bugaj. Ale Niesiołowski zastrzega: "Rok 2007 też był wspaniały, bo PiS straciło władzę".