Dziennik Gazeta Prawana logo

Bartoszewski: Steinbach? Nie znam tej pani

21 marca 2008, 00:07
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Bartoszewski
Bartoszewski/Inne
Niemiecki rząd przyjął projekt utworzenia placówki, która ma upamiętnić przymusowe wysiedlenia Niemców po II wojnie światowej i inne wysiedlenia w Europie w ubiegłym wieku. Polska odrzuciła zaproszenie i nie uczestniczy w tym projekcie. "Niemcy robią, co uważają, a my uważamy, co oni robią" - komentuje w DZIENNIKU profesor Władysław Bartoszewski.


To nic nie zmienia. Niemcy robią, co uważają, a my uważamy, co oni robią. I od dalszych ich kroków będziemy uzależniać nasze stanowisko.


I bardzo dobrze, na tym polega dyplomacja: oni uznali za sukces to, że my nie zrobimy z nimi nic. Byłem gospodarzem rozmów z Neumannem. Z ich przebiegu nie było żadnych innych ich konkluzji, oprócz tych, które znalazły się w komunikacie: że polski rząd nie może podnosić sprzeciwu wobec projektu, ponieważ żadnego projektu konkretnego nam nie przedłożono. Mówiono tylko o idei. Uznano w tej idei, że wojna zaczęła się w Gdańsku, od napaści na Polskę, a konsekwencją tej wojny były również cierpienia ludności. My taki punkt widzenia podzielamy. Niemcy nie osiągnęli tego, abyśmy włączyli się do kuratorium fundacji czy zespołu doradców.


My ich nie zapraszamy. Jeżeli Niemcy to zrobią i ktoś jako ekspert wejdzie do rady, to zrobi to na własną odpowiedzialność. Tak jak pan Gross, który jest obywatelem Stanów Zjednoczonych, a o ile wiem i Polski, i pisze swoje książki na własną odpowiedzialność, a nie jako delegat rządu USA.


Erika Steinbach nie jest wymieniana w komunikacie z naszych rozmów z Neumannem, jej nazwisko nie padło tam ani razu. Dla mnie ona nie istnieje. Ja jej nie znam. Nigdy z nią nie rozmawiałem, bo odmówiłem. Nigdy jej nie spotkałem - bo nie mam ochoty. Nie oceniam jej, tylko powiedziałem parę razy w Niemczech, że jest to obłudnica, kłamczuch i wróg Polski. Otóż, dla mnie nic nie znaczy, co jakaś pani uważa, jeżeli ta pani, ani jej organizacja, nie firmuje projektu, tylko robi to państwo niemieckie. Nie mogę rozstrzygać, czy państwo niemieckie może mieć w jakimś swoim muzeum ekspozycję. Mogę natomiast ją oceniać. I mogę odmówić udziału w jej robieniu. Bo teraz robimy inną akcję: wykorzystujemy różne drogi polityczne, aby Szwecja, państwa bałtyckie utrudniały Niemcom zajęcie stanowiska w sprawie rury na dnie Bałtyku. Bezpieczeństwo energetyczne jest dla nas i dla naszych obywateli ważniejsze od tego, czy w jakimś niemieckim muzeum będzie wystawa, którą znamy, która nie jest idealna, ale zachowuje zasadę przyczyny i skutku: wojna zaczęła się w Gdańsku, od napaści na Polskę, a jej konsekwencją były cierpienia ludności.


A tak, według starej, polskiej, mądrej zasady: rób jak uważasz i uważaj, jak robisz...

*Władysław Bartoszewski jest sekretarzem stanu w kancelarii premiera, pełnomocnikiem ds. dialogu międzynarodowego, byłym szefem polskiej dyplomacji

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj