To nic nie zmienia. Niemcy robią, co uważają, a my uważamy, co oni robią. I od dalszych ich kroków będziemy uzależniać nasze stanowisko.
I bardzo dobrze, na tym polega dyplomacja: oni uznali za sukces to, że my nie zrobimy z nimi nic. Byłem gospodarzem rozmów z Neumannem. Z ich przebiegu nie było żadnych innych ich konkluzji,
oprócz tych, które znalazły się w komunikacie: że polski rząd nie może podnosić sprzeciwu wobec projektu, ponieważ żadnego projektu konkretnego nam nie przedłożono. Mówiono tylko o idei.
Uznano w tej idei, że wojna zaczęła się w Gdańsku, od napaści na Polskę, a konsekwencją tej wojny były również cierpienia ludności. My taki punkt widzenia podzielamy. Niemcy nie
osiągnęli tego, abyśmy włączyli się do kuratorium fundacji czy zespołu doradców.
My ich nie zapraszamy. Jeżeli Niemcy to zrobią i ktoś jako ekspert wejdzie do rady, to zrobi to na własną odpowiedzialność. Tak jak pan Gross, który jest obywatelem Stanów Zjednoczonych, a o
ile wiem i Polski, i pisze swoje książki na własną odpowiedzialność, a nie jako delegat rządu USA.
Erika Steinbach nie jest wymieniana w komunikacie z naszych rozmów z Neumannem, jej nazwisko nie padło tam ani razu. Dla mnie ona nie istnieje. Ja jej nie znam. Nigdy z nią nie rozmawiałem, bo
odmówiłem. Nigdy jej nie spotkałem - bo nie mam ochoty. Nie oceniam jej, tylko powiedziałem parę razy w Niemczech, że jest to obłudnica, kłamczuch i wróg Polski. Otóż, dla mnie nic nie
znaczy, co jakaś pani uważa, jeżeli ta pani, ani jej organizacja, nie firmuje projektu, tylko robi to państwo niemieckie. Nie mogę rozstrzygać, czy państwo niemieckie może mieć w jakimś
swoim muzeum ekspozycję. Mogę natomiast ją oceniać. I mogę odmówić udziału w jej robieniu. Bo teraz robimy inną akcję: wykorzystujemy różne drogi polityczne, aby Szwecja, państwa
bałtyckie utrudniały Niemcom zajęcie stanowiska w sprawie rury na dnie Bałtyku. Bezpieczeństwo energetyczne jest dla nas i dla naszych obywateli ważniejsze od tego, czy w jakimś niemieckim
muzeum będzie wystawa, którą znamy, która nie jest idealna, ale zachowuje zasadę przyczyny i skutku: wojna zaczęła się w Gdańsku, od napaści na Polskę, a jej konsekwencją były cierpienia
ludności.
A tak, według starej, polskiej, mądrej zasady: rób jak uważasz i uważaj, jak robisz...
*Władysław Bartoszewski jest sekretarzem stanu w kancelarii premiera, pełnomocnikiem ds. dialogu międzynarodowego, byłym szefem polskiej dyplomacji