Premier Donald Tusk zwrócił się do prezydenta Kaczyńskiego, by wycofał swój projekt ustawy ratyfikacyjnej. Jeśli tego nie zrobi, projekt zostanie uznany w Sejmie za niezgodny z konstytucją i nie trafi pod obrady. Prezydent odpowiedział, że potrzebuje na decyzję kilkudziesięciu godzin.
Kompromisu więc jeszcze nie ma. Ale jest postęp: jak dowiaduje się DZIENNIK na kolejną rozmowę - już w mniej oficjalnej atmosferze - prezydent zaprosił premiera na sobotę do swojej rezydencji w Juracie.
Oficjalne stanowisko po spotkaniu brzmi optymistycznie: w ciągu kilkudziesięciu godzin prezydent i premier mają wypracować kompromis w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Choć wczoraj łatwo nie było. Od uczestników spotkania, zarówno ze strony premiera, jak i prezydenta, usłyszeliśmy, że w rozmowie były momenty trudne.
Oferta, jaką Donald Tusk przedstawił Lechowi Kaczyńskiemu, nie różniła się od tego, co Platforma proponuje o kilkunastu dni: przegłosowanie rządowej wersji ustawy upoważniającej prezydenta do ratyfikacji traktatu. Jako gest w stronę Lecha Kaczyńskiego i PiS premier zaproponował przyjęcie uchwały z dodatkowymi gwarancjami stosowania mechanizmu Joaniny i protokołu brytyjskiego, jakich domagał się PiS. A prezydent będzie mógł nadać jej ostateczny kształt.
"Jeszcze pochuchamy, jeszcze podmuchamy, jeszcze pewnie podrepczę do pana prezydenta, i myślę, że będzie dobrze" - komentował po spotkaniu wyraźnie zadowolony premier Tusk. Niedługo potem prezydent Lech Kaczyński zapewniał: "Jestem głęboko przekonany, że ta ratyfikacja w parlamencie w krótkim czasie nastąpi".
Co w takim razie dalej z ustawą prezydencką? Według naszych rozmówców to był właśnie jeden z najtrudniejszych punktów rozmowy. Donald Tusk zwrócił się do prezydenta, by wycofał swój projekt i wyłożył na stół ekspertyzy stwierdzające niekonstytucyjność tego projektu. Jednak ani prezydent, ani nikt z jego otoczenia żadnej z nich nie wziął nawet do ręki. Zirytowany Lech Kaczyński mówił: "Ekspertyzy to są różne".
Jak relacjonował nam jeden z uczestników spotkania, prezydent podkreślał, że bardzo zależy mu na ratyfikacji traktatu, i dawał do zrozumienia, że ma kłopot z zapleczem politycznym czyli politykami PiS. Stanowisko Donalda Tuska było jednak twarde. "Nie my wywołaliśmy zamieszanie, ale PiS, i oczekujemy, że prezydent skłoni Jarosława Kaczyńskiego do kompromisu" - miało paść ze strony premiera.
Prezydent poprosił o kilkadziesiąt godzin. PiS czekają teraz burzliwe dni. "Myślę, że nie będzie nikogo w PiS, kto nie posłucha głosu pana prezydenta" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM prezydencki minister Michał Kamiński. Ale politycy PO są ostrożni: "Ostateczne porozumienie zależy od tego, czy prezydentowi uda się przekonać Jarosława Kaczyńskiego" - komentują.
Na razie pewne wydaje się tylko jedno: marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zapowiada twardo, że na posiedzeniu Sejmu zaczynającym się 9 kwietnia poda pod głosowanie rządowy projekt ustawy ratyfikującej traktat. A prezydent, wiedząc o tym, zaprasza szefa rządu do dalszych rozmów.
p
*: Oceniam, że jesteśmy bliżej. Tak odczytuję informacje, jakie uzyskałem od premiera, ale też wnioskuję to z innych sygnałów, jakie do mnie docierają.
Moim zdaniem jesteśmy bliżej jedynego rozsądnego rozwiązania, które polegałoby na przyjęciu zaproponowanej przeze mnie uchwały napisanej w 90 proc. w oparciu o poprawkę PiS. Jestem jednak
przy tym całkowicie otwarty na zmiany w niej. Jeśli PiS uzna za stosowne lub prezydent zasugeruje taką potrzebę, można do tej uchwały coś dopisać, doprecyzować ją tak, żeby zlikwidować
jakiekolwiek źródło niepokojów co do skutków wprowadzenia traktatu z Lizbony. Byłoby bardzo miło, gdyby prezydent zechciał uczestniczyć w tym doprecyzowaniu. Natomiast oczywistą
oczywistością jest to, że sama ustawa ratyfikacyjna nie może ulegać żadnym zmianom. Ta ustawa jest z definicji tymczasowa, bo służy jedynie upoważnieniu prezydenta do podpisania traktatu.
Ci, którzy chcieliby wpisać więc do niej jakieś gwarancje, musieliby z góry zakładać, że one szybko znikną.
Nie wiem. Taką sugestię przekazał mu premier. Z mojego punktu widzenia ten projekt jest niekonstytucyjny. Są więc dwie możliwości. Po pierwsze prezydent sam może wycofać ten projekt po
zapoznaniu się z ekspertyzami. Po drugie ja mogę skierować go do komisji ustawodawczej razem z masą ekspertyz. Jeżeli komisja stwierdzi niekonstytucyjność, to projekt zamiera, przestaje być
brany pod uwagę. Istnieje więc możliwość, żeby prezydent nie wycofywał sam swojego projektu, jeśli byłoby to dla niego prestiżowo trudne.
Nie. Myślę, że to byłoby śmieszne i niepotrzebne. Zresztą niezręcznością byłoby, gdyby prezydent wnioskował o danie mu zgody na ratyfikację. Lepiej zaciągnąć już nad tym zasłonę
milczenia.
Bardzo prawdopodobne.
Kiedy będzie większość do ratyfikacji traktatu albo kiedy będzie pewność, że tej większości w przewidywalnym terminie nie będzie - wtedy idziemy w kierunku referendum. Mam jednak
nadzieję, że wszystko się dobrze poukłada.
Będę chciał, by ustawa była głosowana na posiedzeniu zaplanowanym na 9 - 11 kwietnia, tak żeby i premier, i prezydent w tak pięknym dniu mogli uczestniczyć w posiedzeniu Sejmu.
Wciąż 50 na 50 proc., ale już z dużą premią nadziei, że ratyfikacja nastąpi w Sejmie.
Rola Platformy była tu bardzo ograniczona. Jeżeli ktoś tu dociskał, to PiS sam siebie.
*Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu, poseł PO
*: Prezydent jest bardzo zadowolony, dlatego że bardzo ważną częścią jego filozofii patrzenia na Unię Europejską jest traktowanie Unii jako wspólnego dobra Polaków.
Wizyta pana premiera właśnie mieściła się w takiej filozofii, która zakłada, że Polacy, którzy mogą się spierać o wiele rzeczy, w sprawach unijnych powinni szukać kompromisu, bo
kompromis oparty na europejskich zasadach wzmacnia Polskę w Unii.
Prezydent bardzo mocno pracuje nad przekonywaniem polityków PiS. Robi to już zresztą od dłuższego czasu. I myślę, że nie będzie w PiS nikogo, kto nie posłucha głosu pana prezydenta.
Proszę nie szukać sporu między braćmi.
Czasem różnią się oczywiście w podejściu do spraw.
Ja mogę powiedzieć, że pan prezydent jest prezydentem wszystkich Polaków. Oczywiście, ma ogromną sympatię dla PiS, bo tę partię tworzył, ale w oczywisty sposób perspektywa pana prezydenta,
który jest wybitnym Europejczykiem, jest postawą człowieka, który chce ratyfikacji traktatu lizbońskiego.
Ja myślę, że najważniejsza jest dobra wola i dziś pan prezydent przekonał się, także wbrew niektórym wypowiedziom polityków Platformy, że pan premier ma dobrą wolę do kompromisu. I to
dobrze.
Zbyt wiele niepotrzebnych słów powiedziano ostatnio na ten temat po obu stronach politycznej barykady. Dziś im mniej słów wypowiedzianych nad formułą tego kompromisu, tym lepiej. Najważniejsze jest to, żebyśmy lada chwila mogli w Polsce świętować europejski dzień jedności, czyli dzień, w którym polski parlament ratyfikuje traktat.
Mogę powiedzieć z radością w imieniu prezydenta Polakom: Nie martwcie się, ten traktat będzie na pewno ratyfikowany przez parlament, a w tej sprawie osobą decydującą, osobą, która wywrze
zdecydowany wpływ na kształt i tego kompromisu, i samej zgody narodowej będzie pan prezydent Lech Kaczyński.
Szybko, w ciągu kilku najbliższych dni.
*Michał Kamiński jest ministrem w Kancelarii Prezydenta i politykiem PiS