Dziennik Gazeta Prawana logo

Śledztwo w sprawie głosów Rutkowskiego

15 maja 2008, 04:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Śledztwo w sprawie głosów Rutkowskiego
Inne
Krzysztof Rutkowski, znany detektyw, były poseł, a obecnie kandydat na senatora będzie musiał się tłumaczyć przed prokuraturą. To efekt prowokacji reporterów "Faktu", którzy udawali loklanych działaczy z Tarnowa. Rutkowski chciał od nich, wbrew prawu, kupić listy z głosami poparcia.

Po publikacji "Faktu" Krzysztof Rutkowski zorganizował wczoraj w Krośnie konferencję prasową. Mętnie tłumaczył się z próby nielegalnego kupienia głosów. "Ten artykuł jest inspirowany przez moich przeciwników politycznych" - powiedział. A potem brnął dalej. "Doszło do złamania prawa polegającego na nakłanianiu mnie do popełnienia przestępstwa" - mówił detektyw.

W rzeczywistości to on zaproponował, że zapłaci za głosy. Zaoferował nawet cenę: złotówka za jeden podpis na listach poparcia - przypomina "Fakt".

Były poseł, który startuje w wyborach uzupełniających do Senatu, chciał też zapłacić za listę in blanco. Tzn. na lisćie były dane wyborców i ich podpisy, ale bez nazwiska kandydata. Chciał od razu jechać do Krosna i je kupić. W rozmowie telefonicznej tłumaczył, że mu się spieszy, bo brakuje mu kilkuset głosów, żeby zarejestrować się jako kandydat na senatora.

Na konferencji prasowej zapewniał jednak, że nie płacił nikomu za podpisy, a zbieraniem głosów zajęli się wolontariusze. "Zebrali ponad 4 tys. podpisów, a więc o tysiąc więcej niż było potrzebnych do zarejestrowania mojej kandydatury. Sami sobie poradziliśmy, wcale nie potrzebowaliśmy dodatkowego wsparcia" - tłumaczył Rutkowski.

Detektyw próbował nawet kontratakować. Zapowiedział, że do prokuratury złoży doniesienie na Aleksandra Pawika (takiego pseudonimu użył reporter "Faktu"). "Miałem to już zrobić jeszcze tego samego dnia, kiedy otrzymałem telefony od kogoś, kto się przedstawił jako Aleksander Pawik i zaproponował kupno gotowej listy podpisów. Nie miałem na to jednak czasu" - oświadczył.

Opowieści Rutkowskiego na konferencji prasowej nie brzmiały zbyt przekonująco - twierdzi "Fakt". Detektyw będzie miał szansę lepiej się wytłumaczyć. Tym razem przed prokuratorem. "Po publikacji <Faktu> zajmiemy się tą sprawą. Nadużycie przy sporządzaniu list z podpisami obywateli to przestępstwo ścigane z urzędu. Grozi za to do trzech lat więzienia" - zapewnia Janusz Ohar, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Zapowiedział też, że prokuratorzy będą chcieli przesłuchać taśmy z nagranymi rozmowami Rutkowskiego z dziennikarzami udającymi lokalnych działaczy. "Fakt" chce przekazać te nagrania, tak żeby sprawa znalazła finał w sądzie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj