Dziennik Gazeta Prawana logo

Były esbek rzucił posadę w Sejmie

20 maja 2008, 12:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dręczyciel opozycji został sejmowym ekspertem
Dręczyciel opozycji został sejmowym ekspertem/Inne
Komisja weryfikująca esbeków w Krakowie była obsadzona ludźmi Jana Rokity - mówi dziennikowi.pl Zbigniew Wassermann. Tak odpowiada na zarzuty, iż to on - jako członek tej komisji - pozytywnie zweryfikował Jerzego Stachowicza, który w PRL dręczył opozycjonistów, a do dziś był ekspertem sejmowej komisji śledczej badającej naciski na specsłużby. W południe esbek jednak sam zrezygnował.

Nawet gdyby Stachowicz nie złożył rezygnacji, pewnie i tak wyleciałby z grona ekspertów tej komisji. Jej wiceszef Arkadiusz Mularczyk podkreślił w rozmowie z dziennikiem.pl, że PiS ponownie złoży wniosek o jego wykluczenie na najbliższym posiedzeniu.

"To niepojęte, jak w gronie ekspertów, która badać ma rzekome nieprawidłowości w służbach specjalnych, ma być były esbek o tak ponurej przeszłości" - grzmiał Mularczyk. Teraz już wniosek nie będzie potrzebny, bo Jerzy Stachowicz sam dziś zrezygnował z tej funkcji. Według Radia ZET, były esbek pozwie do sądu "Tygodnik Powszechny", który opisał jego działalność w czasach PRL.

Stachowicz przeszedł jako były esbek pozytywną weryfikację. Przewodniczący komisji śledczej Andrzej Czuma z Platformy Obywatelskiej odpowiedzialnością za tę decyzję sprzed lat obciąża Zbigniewa Wassermanna. Czuma twierdzi, że Wassermann jako członek komisji weryfikującej funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki miał dostęp do wszystkich materiałów na temat działalności Jerzego Stachowicza i musiał wiedzieć o jego perfidnych prześladowaniach opozycjonistów.

Wassermann jednak mówi krótko: To nieprawda. Przypomina, że był wtedy tylko szeregowym członkiem komisji, a jej szarą eminencją był Jan Rokita. "To byli jego ludzie" - mówi wprost dziennikowi.pl poseł Prawa i Sprawiedliwości. Szefem komisji był generał Tadeusz Rusak, a do prezydium należeli pułkownik Tarnawski i Zbigniew Fijak.

"Mój udział w weryfikacji Stachowicza polegał na tym, że prezydium komisji zapytało mnie, czy jako prokurator miałem jakąś styczność ze Stachowiczem" - wspomina polityk PiS. I dodaje, że z tym esbekiem miał kontakt tylko jeden raz, kiedy prowadził on gospodarczą sprawę na zlecenie Prokuratury Rejonowej Kraków-Krowodrza, w której wtedy pracował Wassermann.

"Na temat innych śledztw Stachowicza, szczególnie tych politycznych, nie miałem żadnej wiedzy, bo takie sprawy prowadziła prokuratura wojewódzka" - tłumaczy Zbigniew Wassermann.

Wassermann uważa, że próba obwiniania go przez szefa komisji Andrzeja Czumę to działanie polityczne. "Przewodniczący Czuma próbuje przez tę sprawę uderzyć w PiS, ale to nijak się ma do rzeczywistości" - dodaje.

Andrzej Czuma twierdzi, że on sam nie wiedział o ponurej przeszłości Jerzego Stachowicza. Jednak wiceszef komisji, Arkadiusz Mularczyk z PiS, mówi dziennikowi.pl, że Czuma musiał wiedzieć, czym zajmował się Stachowicz, bo do komisji zgłaszali się byli opozycjoniści z czasów PRL i opowiadali o tym byłym esbeku.

Posłowie PiS już raz składali wniosek o wykluczenie Jerzego Stachowicza z grona ekspertów komisji, ale wtedy upadł on w głosowaniu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj