Reklama
Magdalena Rigamonti: Poda mi pan swój adres e-mailowy?
Marek Biernacki: Muszę sprawdzić, bo ostatnio zmieniłem. Takie teraz mamy czasy, że co pewien czas należy zmieniać prywatny mail. Służbowy adres mam stały. To zmienianie skrzynek nieco mi utrudnia funkcjonowanie w życiu politycznym. No, ale coś za coś.
Czyli?
Nie chcę ułatwiać pracy służbom innych państw – od lat przecież pozostaję w kręgu specsłużb. Lecz gdy byłem ministrem, nigdy nie używałem prywatnej poczty do załatwiania państwowych spraw. Ale rozumiem, dlaczego politycy obozu rządzącego używali.
Z bezmyślności?
Też. Ale tak naprawdę z obawy przed polskimi służbami specjalnymi. Obawiają się, że ta oficjalna łączność jest przez nie „czytana”, więc używają prywatnych skrzynek. Robi się z tego paranoja, co pokazuje kolejny aspekt relacji w rządzie: absolutny brak zaufania między premierem Mateuszem Morawieckim a Mariuszem Kamińskim, koordynatorem tych służb. To sedno całej sprawy. Ale to nic nowego.
Znowu obawa?
Tak, szefowie kolejnych rządów nie mają zaufania do służb. Tak było także za rządów Donalda Tuska. Proszę się zastanowić, dlaczego jego ministrowie spotykali się w restauracji, a nie w rządowych pomieszczeniach. To na pewno nie wynikało z ich upodobań kulinarnych, bo ośmiorniczki można było zamówić. Spotykali się w Sowie, bo nie chcieli, żeby ich rozmowy były monitorowane przez rodzime służby.
Dlaczego Tusk nie miał do nich zaufania?
Zastanawiam się nad tym fenomenem. Zaufania nie ma też Jarosław Kaczyński. Z tym że to jest inna nieufność. Proszę zauważyć, że prezes cały czas ma ochronę prywatnej firmy założonej przez byłych żołnierzy jednostki Grom.
Szef NIK Marian Banaś twierdzi, że najbliższym współpracownikiem prezesa PiS jest Mariusz Kamiński, koordynator służb specjalnych, i że to on de facto rządzi Polską.
Jestem przekonany, że to prezes rządzi Polską. A co do relacji Kaczyński–Kamiński, to panowie mają o sobie nawzajem sporą wiedzę, jeszcze z poprzednich rządów, i stąd wynika ich zażyłość. Podkreślam, wiedzę, bo wtedy się działo wiele dziwnych historii.
O których dziwnych historiach pan mówi?
Na przykład o sprawie Andrzeja Leppera (afera gruntowa – red). A obecny premier i jego relacje ze służbami to zupełnie inna sprawa. Być może ważną rzeczą jest fakt, że premier Tusk i premier Morawiecki mają jedną wspólną rzecz – są chłopakami z podziemia. Tusk jest starszy i bardziej doświadczony, ale Morawiecki to syn Kornela, legendy podziemia. Oni obydwaj mieli ogromną niechęć do Służby Bezpieczeństwa. Śmiać mi się chce, kiedy słyszę, że Tusk wykorzystywał specsłużby do swoich celów. Śmiać mi się chce, bo wiem, że on im nie ufał, on się ich w zasadzie bał.
Reklama