Dziennik Gazeta Prawana logo

Oleksy: Cimoszewicz pogrążył lewicę

20 marca 2009, 07:11
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Kto odpowiada za fiasko wspólnej lewicowej listy w wyborach do Parlamentu Europejskiego? Józef Oleksy w rozmowie z DZIENNIKIEM wskazuje przede wszystkim na Włodzimierza Cimoszewicza. Były premier zarzuca, że zastosował on dyktat, który przesądził o niepowodzeniu wspólnej listy lewicy.

Moja gotowość w tej sprawie znacznie osłabła, a wręcz zbliżyła się do zera.


Potwierdziłem jedynie gotowość rozważenia poważnej propozycji. Nie uważam się jeszcze za osobę wypaloną. A w sprawach europejskich czuję się kompetentny. Było mi miło słuchać o wielu inicjatywach ludzi w powiatach, którzy słali wyrazy poparcia dla mojej osoby.

>>>Nałęcz: "Napieralski nie dorasta do kolan Oleksemu"


Propozycji, którą uznałbym za poważną, nie było. Kiedy rozpadła się idea wspólnej listy, zmieniło to w sposób zasadniczy moje motywacje. Winę za niepowodzenie wspólnej listy wcale nie ponosi tylko Grzegorz Napieralski, ale też Cimoszewicz i inni. Bo SLD mogło w wielu sprawach ustąpić. Ale była pewna granica. A tą granicą dla SLD było zachowanie własnej tożsamości partyjnej. I Cimoszewicz dobrze wiedział, że ta granica istnieje. Ale mimo to zastosował swoisty dyktat. Tym samym przesądził o niepowodzeniu idei wspólnej listy.


Także. Napieralski, jak wiem, zgodził się na kandydaturę Janusza Onyszkiewicza. Ale poszło o upór. Cimoszewicz, a on po prostu jest taki, chciał wykreślenia z nazwy słowa „lewica”. Tak samo było, kiedy z SdRP tworzyliśmy SLD, i Cimoszewicz się sprzeciwiał słowu „lewica”. Godzinę musieliśmy go wtedy przekonywać.


Mnie nie interesuje tylko obecność na liście. Mnie interesowało wejście do europarlamentu. A decyzje o tym, kim obsadzić tzw. okręgi biorące, już dawno zapadły. Przy okazji rozmów o listach ujawniły się stare spory i urazy, które działają silniej niż wieloletni dorobek i ideologia. W SLD powinno się jeszcze wiele zmienić, by usunąć bezwład wewnętrzny.


U niektórych kolegów.


Też.


Takie było wrażenie. Czegoś jednak zabrakło.


To pomysł mało trafiony. Zresztą Kwaśniewski od razu odniósł się do tego pomysłu i go zdezawuował. To był taki rozpaczliwy ruch ze strony Napieralskiego ratowania list SLD znaną twarzą.


Nie jestem człowiekiem, który chodzi po prośbie. Polsce demokratycznej służyłem przez 20 lat w różnych rolach. Mam poczucie niewykorzystania moich możliwości. W Polsce jest paskudny obyczaj braku zapotrzebowania na osoby, które przestały pełnić ważne role w państwie. Jednak nie czekam na telefon od Tuska. Jeśliby zadzwonił, to byłoby mi przyjemnie z nim porozmawiać, gdyż bardzo doceniam jego rolę.


Nie wiem. Tym bardziej że nie wiem, co zrobiono dla wylansowania Cimoszewicza, żeby zapewnić mu wygraną. Bo nie czarujmy się: sama magia nazwiska nie zadziała.


Nie.


Bo tam się dużo nie pracuje.


Bardzo reprezentacyjne. Znam specyfikę działalności Rady Europy. Zajmuje się głównie prawami człowieka. Ale tą problematyką zajmuje się dziś już cała masa organizacji, ze średnim zresztą skutkiem. Rada miała więcej do roboty, kiedy Unia Europejska była wąskim ugrupowaniem i kiedy istniał ZSRR. Rada powstała tuż po wojnie i wtedy odgrywała znaczącą rolę. Dziś już tak nie jest. Nie ma żadnej mocy sprawczej, decyzyjnej. Jest forum dyskusyjnym.


Cimoszewicz odgrywa mityczną rolę na lewicy. I jeśli obejmie to stanowisko, to wcale nie wyklucza jego kandydowania w wyborach prezydenckich, choć na pewno od tego oddala.


Lewica tak długo mitycznie wielbi Cimoszewicza, że nie zdąży wykreować nikogo innego na te wybory. Poza tym Kwaśniewski zdoła podpowiedzieć lewicy, kto będzie najlepszym kandydatem.


Cały czas ma swoją pozycję. Poza tym w SLD ciągle się go o zdanie pytają. Prezydenckie aspiracje mógłby mieć też Jerzy Szmajdziński. To jest kandydatura, która może wystąpić w wyborach prezydenckich. Także niektóre panie uznały się podobno za dobre kandydatki, zwłaszcza pani Szymanek-Deresz. Ale mówimy o kandydaturach, które mogą wygrać...


Jeśli wsparcie Jolanty Kwaśniewskiej miałoby być aż tak sprawcze, to byłoby to bardzo ciekawe zjawisko. Nie jestem zafascynowany kandydaturą Szumanek-Deresz na prezydenta.


Tego nie wiem, ale nie byłoby to nic dziwnego. Udziela się magia sukcesu Kwaśniewskiego w młodym wieku.


Ktoś, kto wygra z dobrym wynikiem wybory w Warszawie, staje się w pełni pretendentem do innych wyborów. Dlatego mylą się ci, którzy uważają, że namówienie Olejniczaka na kandydowanie z Warszawy jest jego odsunięciem. Wręcz przeciwnie. Olejniczak bardzo się umocni politycznie, jeśli odniesie sukces w wyborach w Warszawie.


Gdyby nie uzyskał mandatu, choć wątpię, to będzie to jego przegrana w SLD. Choć bardzo możliwe, że w ogóle te wybory będą przegrane dla SLD, jeśli Sojusz uzyska 7 czy 8 proc.


Nie mogło pomóc. Bo zmiana przywództwa odbyła się w wyniku wewnętrznej gry, przez co nie zaistniały impulsy rozwojowe dla SLD. Bardzo szybko obaj młodzi liderzy weszli w zwarcie. SLD zamiast myśleć o przyszłości, kibicuje jednemu lub drugiemu w tym pojedynku.


Na pewno jest sprawnym politykiem. Jest dość przebiegły. Potrafi konstruować nowe sytuacje, jak np. kontakty z PiS i z prezydentem. Ale nie wiem, jak wygląda to od wewnątrz SLD. Nie wiem, na ile jest on źródłem nadziei i zaufania ze strony aktywu. Nie wiem też, czy ma wystarczającą wyobraźnię polityczną i strategiczną.


Nałęcz jest największym faryzeuszem w polskiej polityce. Nie powinien obrażać publicznie innych osób. Uprawia natrętny dydaktyzm publiczny.


Nie narzekam na brak zajęć. Wciąż myślę o stworzeniu nowego ruchu demokratycznego. Kiedyś to zapowiadałem. Powstrzymałem się, kiedy Miller powołał swoją partię kanapową. Uważałem, że zalew partyjek jest bez sensu. Ale cały czas chodzi mi po głowie idea ruchu obywatelskiego, który byłby czymś więcej niż partią polityczną.


Ale Rosati zrobił to pospiesznie, pod potrzebę listy wyborczej i w konfrontacji z SLD. A ja się nie spieszę. Bo dziś jest inflacja różnych „inicjatyw” i formułek organizacyjnych. Jak polityk chce zaistnieć, to coś powołuje.


Przede wszystkim młode pokolenie, które by sobie zadało pytanie: co będzie po kryzysie? Co będzie z ich życiem i szansami w epoce globalnej. Sądzę, że znajdę też dużo zwolenników wśród ludzi lewicy społecznej. Chciałbym, żeby ten ruch był wolny, na ile się da, od pazernej bieżączki politycznej, a żeby zajmował się człowiekiem i jego przyszłością oraz państwem, które wchodzi w kolejną fazę niemocy, a także Europą, której integracja wyraźnie słabnie. Przewiduję, że wzmogą się objawy kryzysu demokracji partyjnej. Ludzie z wyobraźnią powinni już dziś się tym zajmować.

*Józef Oleksy, były premier, były polityk SLD

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj