Takich zarzutów wobec urzędującego polityka jeszcze nie było. Piotr Kownacki, prawa ręka prezydenta Lecha Kaczyńskiego i szef jego kancelarii, mógł narazić Bank Ochrony Środowiska na dziesiątki milionów strat. Działo się to osiem lat temu, kiedy był wiceprezesem tego banku i niekorzystnie inwestował pieniądze w długi służby zdrowia.

Reklama

"Zarzuty są nieprawdziwe" - odpowiada Kancelaria Prezydenta, a sam Lech Kaczyński porównuje zarzuty wobec swojego przybocznego do inwigilacji prawicy przez tajne służby na początku lat 90. "Nie mam sobie nic do zarzucenia" - publicznie mówi sam minister.

Piotr Kownacki to obecnie jeden z najbardziej wpływowych polityków. Od lat zręcznie lawiruje między państwowymi urzędami a państwowym biznesem. W czasach rządów koalicji AWS - UW był wiceprezesem kontrolowanego przez państwo Banku Ochrony Środowiska, potem z rekomendacji Unii Wolności został wiceprezesem Najwyższej Izby Kontroli. Po zwycięstwach wyborczych Lecha Kaczyńskiego i PiS-u przed czterema laty nastąpił szczyt jego kariery - był prezesem największego polskiego koncernu - PKN Orlen, a gdy władzę przejęła Platforma, trafił na stanowisko szefa prezydenckiej kancelarii.

>>>Kownacki zaraniał 31 tys. zł dziennie

Teraz w szczycie kampanii wyborczej do europarlamentu, choć sam nie kandyduje, ma problemy. Zdaniem Radia ZET, nietrafione inwestycje Kownackiego sprzed ośmiu lat w długi służby zdrowia, mogły kosztować BOŚ miliony złotych. Radio powołało się na wyniki kontroli przeprowadzonej w banku. Informacje te na konferencji prasowej potwierdzał prezes BOŚ Mariusz Klimczak. Wyliczył, że mogły one kosztować bank od 60 do 80 mln zł.

Tyle że jak ustalił DZIENNIK, sprawa może mieć drugie dno. Sam Bank Ochrony Środowiska w ponad 80 proc. należy do kontrolowanych przez polityków obecnej koalicji: Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska oraz Lasów Państwowych. "A teraz trafiają tu przede wszystkim ludzie PO. I mają dług do spłacenia" - mówi nam wysoki rangą pracownik NFOŚ.

To nie koniec układanki. Za problemami Piotra Kownackiego może stać Krzysztof Kluzek, jedna z najbardziej tajemniczych postaci polskiego biznesu, kojarzony z tzw. grupą hakową, działającą u boku byłego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego.

Kluzek w końcówce rządów AWS pomagał zwalczać w PZU Grzegorza Wieczerzaka. W czasie kiedy premierem był Leszek Miller, trafił do zarządu Orlenu. Kiedy w 2005 roku wiadomo było, że wybory wygra prawica, przed komisjami śledczymi mocno atakował środowisko polityczne Aleksandra Kwaśniewskiego.

O tym, że znowu miesza w polityce i pomógł kolportować informacje obciążające szefa prezydenckiej kancelarii, usłyszeliśmy w kilku niezależnych od siebie źródłach - zarówno w otoczeniu Piotra Kownackiego, jak i od polityków PO. "Pokazywał nam informacje o interesach Kownackiego" - mówi nam jeden z posłów PO.

Kluzek przekonuje jednak, że z obecnymi kłopotami Kownackiego nie ma nic wspólnego. "Nie mieszam się do polityki, swoje już przeżyłem" - mówi DZIENNIKOWI. Ale najciekawsze jest to, że obecnie Kluzek pracuje w... Banku Ochrony Środowiska. Jest tam dyrektorem departamentu bezpieczeństwa. "A co to ma ze sobą wspólnego? Nie miałem styku z audytem" - twierdzi.

Sprawa już stała się pożywką kampanii wyborczej. O oskarżeniach wobec Kownackiego mówił i premier Donald Tusk, prezydent Lech Kaczyński, i jego brat Jarosław, lider PiS. Ich oceny były skrajnie odległe. Tusk na konferencji prasowej nagle wypalił, że od dłuższego czasu dochodziły do niego "sygnały, informacje, że za czasów kiedy Kownacki współrządził w BOŚ, działy się tam różne, nie najlepsze, nie najciekawsze rzeczy". Tusk zasugerował również zawieszenie szefa prezydenckiej kancelarii.

>>>Prezydent wierzy w niewinność Kownackiego

Inaczej zarzuty wobec Kownackiego ocenia prezes PiS Jarosław Kaczyński. Uznaje je za wyssaną z palca czarną propagandę. "To działa na zasadzie: kogoś o coś oskarżymy, później nic z tego nie będzie, ale akurat jest kampania wyborcza i to się opłaca" - uważa lider opozycji.