Jerzy Nauman: Myślę, że ewentualne postępowanie prokuratury nie będzie dotyczyło DZIENNIKA, ale pana Janusza Palikota i ewentualnie sprawy, którą DZIENNIK ujawnił. Wydaje mi się, że walka
posła z treścią oficjalnych dokumentów publikowanych w powszechnie dostępnych rejestracjach to walka z wiatrakami. I poseł ma problem raczej niezwiązany z DZIENNIKIEM, tylko z treścią
skonfrontowanych ze sobą dokumentów. Jeżeli gazeta opublikowała dane publicznie dostępne, a właściwie je upowszechniła, pokazując wiedzę, którą każdy sprawny obywatel może sobie albo
ściągnąć przez internet, albo w inny sposób zorganizować, to o jakimkolwiek naruszeniu prawa przez gazetę nie może być mowy.
>>> Tajemnica wielkich pieniędzy Janusza Palikota
To, o czym napisaliście, to nie jest jakaś sytuacja nadzwyczajna. Raczej przypomina standardowe dziennikarskie postępowanie. Można je porównać do hipotetycznej sytuacji, w której reporter
lokalnej gazety pisze o sprawie zwykłego malwersanta, idzie do Krajowego Rejestru Sądowego, wyciąga piętnaście odpisów spółek krzaków, które malwersant zarejestrował, ujawnia to wszystko i
pokazuje mechanizm przekrętu. To, że w tym wypadku chodzi o posła, że te rejestry sądowe są za granicą, w rajach podatkowych, nie ma żadnego znaczenia. Owszem, jest trudność techniczna w
zdobyciu takiej wiedzy, bo to najczęściej egzotyczne kraje. Ale po to gazety mają swoich dziennikarzy śledczych, żeby ten dystans skracali i takie materiały odnaleźli. I upowszechnili, jeżeli
rzucają one nieznane dotąd światło na Janusza Palikota lub jakąś inną osobę publiczną.
W żartobliwym tonie można powiedzieć, że dziennikarze są zaangażowani w swoją pracę bardziej niż niejedna prokuratura w niejednej sprawie. Jaskrawym dowodem na lenistwo prokuratury jest
częsta sytuacja, kiedy prasa coś ujawnia, a później ukazuje się informacja prokuratury, że postępowania nie wszczęto, bo np. list jest w drodze albo zawiadomienie nie wpłynęło. Tak jakby
prokuratura nie była zobowiązana z urzędu wykonywać rozmaitych postępowań, w chwili gdy tylko zdobędzie informację - niezależnie od źródeł - o możliwości popełnienia przestępstwa.
Dziennikarze ten bezwład prokuratury mogą minimalizować, robiąc to, co właściwie potrafi przeciętny urzędnik: zajrzeć do tych rejestrów i wyciągnąć za pięć czy piętnaście euro
wyciągi, zestawić je, porównać i ułożyć te puzzle. A to już zrobiliście.
>>> Giertych: Palikotek nie będzie mnie straszył
Cóż, prokuratura ma często pretensje do prasy, a kiedy prasa ją wyręcza w robocie, to się obraża, zamiast zwiesić ze wstydu nos i bąknąć "dziękuję".