To jest sprzeczne z konstytucją, więc albo pan Grzegorz nie przeczytał stosownych przepisów, albo był to żart. Wszelkie pomysły na kolejnego lidera wielkiej partii, który będzie prezydentem i faktycznie przewodniczącym, wydają mi się bardzo nietrafne. Konstytucja dobrze to formułuje, że powinniśmy mieć niezależnego prezydenta, i mam nadzieję, że tak będzie.
To zrozumiałe, że prezydentem powinna być osoba zaangażowana politycznie. Ale to ma być dziekan klasy politycznej, czyli taka osoba, która jest w stanie rozmawiać ze wszystkimi i być arbitrem. A jeśli jest czynnym działaczem partyjnym, to sytuacja robi się nie do wytrzymania. Najlepiej świadczy o tym kadencja obecnego prezydenta.
W PO powoli wytwarza się taka atmosfera, że jeśli partia wygra wybory prezydenckie i parlamentarne, to będzie zmieniać konstytucję. I to zarówno w zapowiadanym kierunku, na przykład ordynacji
wyborczej, ale też w nieznanym. I to, co mówi w tej chwili wicepremier Schetyna, może być takim balonem próbnym. Może pojawił się pomysł: Pójdźmy do Polaków i powiedzmy: zmienimy
porządek prawny tak, by władza jednej partii mogła być w Polsce skuteczna. Ale ja jako człowiek ostrożny przypominam maksymę, że każda władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje
absolutnie.
Mówię to jako doświadczony człowiek, a przede wszystkim obywatel. Boję się takiej sytuacji nawet, gdy władzę w takim państwie sprawują nasi koledzy.
Może chodzić o wyciszenie konkurencji wewnątrzpartyjnej, o uspokojenie na przykład Janusza Palikota, który zgłosił się jako potencjalny kandydat na szefa PO. I o zasygnalizowanie: panowie,
nie ma co startować, bo nie wykluczamy, że prezydent pozostanie przewodniczącym.
Tak, i wtedy zacznie się ferment. Kierownictwu żadnej partii nie zależy na fermencie. A szczególnie partii, która jak PO przyjmuje swoje uchwały na stojąco.
Parę osób miałoby uzasadnione powody, by myśleć o objęciu przywództwa. Palikot powiedział to wprost. Na pewno marszałek Komorowski jest osobą, która mogłaby tak myśleć, podobnie
wiceprzewodnicząca partii Hanna Gronkiewicz-Waltz. Są też szefowie regionów, którzy uważają, że nadają się na to stanowisko.
Wyobrażam sobie, że gdyby Donald Tusk został prezydentem, to sam wyznaczyłby następcę. Przewodniczący, który zostaje głową państwa, cieszy się jeszcze większym autorytetem. Tusk mógłby
zrobić, co by chciał. A im dłużej utrzyma niepewność, tym dla kierownictwa spokojniej.
Tego nie umiem powiedzieć.
p
, jeden z założycieli PO, były szef MSZ i kandydat w wyborach prezydenckich w 2000 r.