Niestety, w obecnym kształcie nie jest to dobra ustawa. Ma rozwiązania warte poparcia, jak licencje programowe czy tzw. klauzule sumienia dla dziennikarzy, ale zawiera dwa
podstawowe błędy - nie stwarza żadnych zabezpieczeń przed komercjalizacją telewizji publicznej oraz przed upolitycznieniem mediów. To są krytykowane od dawna słabe strony telewizji. Politycy
narzekają na telewizję publiczną, że nie różni się niczym od komercyjnych, ale sami nie pozwalają na powstanie silnej i niezależnej TVP. Ta ustawa nie przerywa błędnego koła.
Dobrze, że ten argument padł teraz. To najlepsza ilustracja, jak będzie wyglądała coroczna debata w Sejmie nad budżetem radia i telewizji. Nie ma ani jednego merytorycznego słowa o zadaniach i
potrzebach tych mediów. Zawsze łatwiej powiedzieć, że lepiej zbudować kilometr autostrady albo opiekować się biednymi dziećmi, niż wyprodukować program telewizyjny. Posługując się takim
argumentem, trzeba też zamknąć Teatr Wielki i też się zaoszczędzi na biedne dzieci. A przecież nikt nie kazał, żeby pieniądze na media były wydawane z budżetu, żeby je komukolwiek
zabierać. Od 1926 roku, odkAyąd istnieje Polskie Radio, media w Polsce były finansowane z abonamentu. Abonament był, owszem, opłatą może i nielubianą, ale tradycyjną i oczywistą, bo od
pokoleń się ten abonament płaciło. Logika, że wszystkie wydatki państwa powinny być regulowane w budżecie, jest w tym przypadku trafieniem kulą w płot. Bo media publiczne są dziwnym
tworem. W dyktaturze należą do państwa i nie są publiczne, tylko państwowe. W demokracji bardziej należą do społeczeństwa niż do państwa, czyli bardziej do obywateli niż do
polityków.
To jest podstawowy błąd, który rozmontował system. System trzeba uzupełnić przez licencję programową. Ale nie rozwalać. Przez lata raz były mniejsze wpływy z abonamentu, raz większe, ale
nikt nie zastanawiał się nad jakąś kwotą minimalną. Bo nie było takiej potrzeby. To Krajowa Rada rozważała potrzeby mediów i określała kwotę. Nie było obawy upolitycznienia tych
kryteriów, więc i gwarantowana kwota minimalna nie była potrzebna. Większość krajów europejskich finansuje media z abonamentu. Są kraje, które finansują z budżetu, ale w takiej formie, jak
proponował to prof. Tadeusz Kowalski, czyli w oparciu o jakiś konkretny, bardzo przewidywalny wskaźnik.
To, żeby co roku ustalać w ustawie budżetowej pieniądze dla mediów publicznych, jest niezgodne z logiką demokracji. Różnica pomiędzy kancelarią premiera i innymi urzędami centralnymi jest prosta. Tamte służą politykom, a media mają być wobec nich krytyczne.
Nie wnikam w intencje i tym bardziej nie przypisuję innym złych intencji, bo na tym rozmowa się kończy. Media mają być odpowiedzialne i mądre, a nie są od tego, by ułatwiać życie
jakiemukolwiek politykowi. Mają stawiać niewygodne pytania w imieniu obywateli. Koniec, kropka. Trzeba stawiać mediom programowe zadania do wykonania, rozliczać je z wykonania tych zadań, ale
trzeba na to dawać pieniądze.
Trzyosobowy zarząd w TVP spowoduje, że zaczną się w nim konflikty. To doświadczenie przerabiamy od początku istnienia spółek medialnych, mamy więc jak w banku. Zarząd musi być
jednoosobowy. Poza tym zostaną wybrane nowe rady nadzorcze i nowe rady programowe. Proszę zwrócić uwagę, że w ostatniej chwili z ustawy wykreślono zapis, że w radach programowych nie mogą
zasiadać parlamentarzyści, ministrowie, radni itd. Pewnie nie wykreślono go po to, by zasiadali w nich przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, tylko dość liczna reprezentacja polityków.
Nikt nie potrafi też przewidzieć, ile będzie pieniędzy na media, ale nie sądzę, żeby w czasach kryzysu były to duże sumy. Jestem pewny, że TVP przetrwa i da sobie radę na rynku. Nie
będzie jednak spełniać zadań misyjnych, bo na to nie będzie pieniędzy. Radio będzie dogorywać.
Ta ustawa nie daje jednak takich możliwości. Nie da się sprywatyzować pod stołem radia ani telewizji. Media publiczne są zapisane w ustawie o radiofonii i telewizji oraz w tej nowej. Żeby je
sprzedać, trzeba zmienić ustawę, bo tu nie wystarczą działania ministra skarbu. Ja nie wierzę w ten scenariusz. Raczej martwi mnie to, jak łatwo można było poprawić zapisy ustawowe i
rozpocząć naprawę mediów, ale nikt tą drogą nie idzie.
Nawet prof. Kowalski, który z zespołem napisał ten projekt, odciął się od niego, gdy został on tak bardzo zmieniony przez polityków. Nikt nie podejmuje poważnej rozmowy. Wszystko obraca się
w kręgu jakichś ogólnych przekonań, uprzedzeń, jakichś sympatii. No i politycznej taktyki. Namawiam polityków, żeby posłuchali ekspertów, a nie traktowali ich jak przeciwników, którzy
tylko przeszkadzają, albo lobbystów.
Mam w PO wielu przyjaciół i dobrych znajomych. Koncepcja mediów publicznych, którą zaprezentowałem ponad dwa lata temu, nie została przyjęta. I tyle.
*były prezes TVP
I dlatego prezes Dworak nie pracował nad tą ustawą. Na ten temat od początku była fundamentalna różnica zdań pomiędzy nim a PO. Mieliśmy w swoim
programie likwidację abonamentu i trzeba było wykazać się odrobiną konsekwencji. A druga kwestia jest taka, że w telewizji pieniądze są marnowane i nieszanowane. Pan prezes może ma inną
opinię, bo kierował TVP. Być może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Jak to nie kazał? Takie przyjęto rozwiązanie. PO jest za zniesieniem abonamentu jako dodatkowego parapodatku. Taki ma pogląd i ma do tego prawo. Spór jest też taki, że dla tych, którzy żyją z telewizji, a prezes Dworak pośrednio do nich należy, telewizja publiczna nagle zrobiła się wielką narodową instytucją. Tymczasem to firma, która świadczy usługi. I ta ustawa ma wymusić żeby były to usługi wyższego lotu i by można było ją rozliczyć z każdej złotówki.
Byli eksperci, którzy byli lobbystami i prezes Dworak w głębi serca musi to przyznać. Rozmawialiśmy cały czas z ekspertami. Tylko że jeżeli ktoś ma zupełnie inną wizję, to my jej nie przyjmujemy. Główne założenia ustawy wyszły z zespołu eksperckiego i wokół nich były budowane porozumienie trzech klubów. Też nie twierdzę, że ta ustawa jest doskonała, i nigdy tego nie twierdziłam.
To jest chamstwo. Kto mówi o dalszym upolitycznieniu, jest bezczelnym łgarzem. Wysyłam do konfesjonału tych, którzy tak mówią.
*Iwona Śledzińska-Katarasińska – posłanka PO, przewodnicząca sejmowej komisji kultury i środków przekazu