Na początku wtorkowej Rady Gabinetowej, podczas posiedzenia rządu pod przewodnictwem prezydenta, premier Donald Tusk przekazał Andrzejowi Dudzie dokumenty dotyczące Pegasusa – szpiegowskiego oprogramowania, które używano w Polsce podczas rządów PiS. Szef resortu aktywów państwowych, Borys Budka, stwierdził, że te akta "czarno na białym udowadniają" to, o czym wcześniej mówiono w przestrzeni publicznej.

Reklama

Budka o Pegasusie

Za zgodą Zbigniewa Ziobry, z Funduszu Sprawiedliwości, zakupiono Pegasusa. Dane polityków inwigilowanych tym systemem znajdują się na serwerach obcych państw. Pegasus ma to do siebie, że - zdaniem zdecydowanej większości prawników - jest nielegalny, ponieważ nawet po zgodzie sądu, która jest zgodą na przyszłość, umożliwia sięgnięcie w przeszłość - ocenił polityk.

Reklama

Dodał, że system umożliwiał również służbom "instalowanie poza wiedzą użytkownika treści, które do niego nie należą", na przykład na smartfonie. W kontekście Pegasusa, najbardziej niebezpieczne jest to, jak wygląda konstrukcja tego oprogramowania. Budka wskazał, że "pełnię władzy" daje ono operatorowi systemu, który jest w Izraelu.

"Zdrada stanu"

Nawet po zniszczeniu danych w Polsce istnieje bardzo duże ryzyko, że ich oryginały są na serwerach, które w Polsce nie leżą. Ktoś, kto dopuścił do tego, by polskie służby wiedząc, że będzie to na serwerach poza granicami kraju gromadziły rozmowy, SMS-y, wiadomości, zdjęcia. Moim zdaniem to jest coś, co podlega pod zdradę stanu - ocenił Budka.