"Wydajemy miliardy, kupujemy nową broń, technikę, umacniamy pozycje. Robimy to dlatego, że nigdy nie wykluczaliśmy takiego wariantu. Mamy pełne prawo wyzwolić te ziemie na drodze wojny. Prawo międzynarodowe daje nam taką możliwość" - mówił wczoraj w telewizji Alijew.
Zamieszkany w większości przez Ormian Górski Karabach oderwał się od Azerbejdżanu w wyniku wojny domowej na początku lat 90. Seperatystyczne władze w Stepanakercie utrzymują faktyczną niepodległość regionu, korzystając z poparcia Armenii.
Komentatorzy interpretują słowa prezydenta jako formę nacisku na Ormian. Wczoraj w Monachium zaczęła się kolejna runda rozmów Alijewa z jego ormiańskim odpowiednikiem Serżem Sargsjanem. Nerwowe reakcje Baku są też tłumaczone poczuciem zdrady ze strony jego tradycyjnego sojusznika – Turcji, która bez konsultacji z Azerbejdżanem zaczęła normalizować stosunki z Erywaniem.Azerbejdżan grozi
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
