Takie wnioski płyną według "Daily Mail” i "Telegrapha” z analizy kolejnej, wciąż niepełnej porcji akt śledztwa w sprawie nieżyjącego amerykańskiego pedofila Jeffreya Epsteina. Ujawniona ona została w ub. piątek przez Departament Sprawiedliwości USA i zawiera 3 mln dokumentów, w tym 180 tys. zdjęć i 2 tys. materiałów video.
Brytyjskie media: Epstein mógł być rosyjskim agentem
Jak podaje "Telegraph”, wśród opublikowanych akt znajduje się 1056 dokumentów, w których wymieniono nazwisko Władimira Putina i ponad 9 tys. wzmianek dotyczących Rosji. Według gazety dokumenty te "sugerują”, że Epstein mógł mieć kontakty z samym rosyjskim prezydentem, nawet już po tym, jak został skazany w 2008 roku za nakłanianie dzieci do prostytucji.
W 2010 roku Epstein wysłał na przykład maila do współpracownika, oferując mu pomoc w uzyskaniu rosyjskiej wizy i powołując się na swoje kontakty w otoczeniu Putina. Epstein miał się także umówić na spotkanie z Putinem w 2014 roku, choć, jak podkreśla gazeta, mogło ono zostać odwołane po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu. Pośrednik umawiający Epsteinowi spotkanie – jak wynika z ujawnionego w piątek maila – powiedział mu, że to "zły pomysł po katastrofie”, w której palce maczała Rosja.
Ujawniono maile
Gazeta podkreśla także, że wśród dziewcząt sprowadzanych przez Epsteina na jego wyspę, gdzie sławni i bogaci zjeżdżali się, były Rosjanki. Na dowód "„Telegraph” cytuje mailową wiadomość Epsteina wysłaną do Andrzeja Mountbatten-Windsora, byłego księcia Yorku i brata króla Karola. Finansista wspomina w niej o „pięknej i godnej zaufania Rosjance”, która miałaby towarzyszyć ówczesnemu księciu w obiedzie.
Epstein miał według "Telegrapha” wkładać wiele wysiłku w rekrutację „atrakcyjnych młodych Rosjanek”. Wśród ujawnionych maili znajdują się prośby o rezerwację lotów dla modelek i hostess z Moskwy do Paryża i Nowego Jorku.
Według gazety można więc z ujawnionych dokumentów wyciągnąć wniosek, że Epstein, na zlecenie Rosjan, zwabiał wpływowych biznesmenów, magnatów medialnych i polityków na swoją wyspę po to, aby nagrywać ich kontakty seksualne z kobietami, a później szantażować.
Dziennik nazywa te działania największą na świecie „słodką pułapką” (ang. honeytrap). W języku służb całego świata to operacja polegająca na aranżowaniu relacji seksualnych i zbieraniu na tej podstawie tzw. kompromatów.
"Telegraph” nie powołuje się jednak na żadne źródła ani ekspertyzy w tej sprawie i analizuje jedynie poszlaki wynikające z ujawnionych maili.
Anonimowe źródła
Inny brytyjski dziennik, "Daily Mail”, opiera się z kolei na opiniach anonimowych, "wysokich rangą źródeł wywiadowczych” i stawia identyczną tezę, że Epstein zbierał na wyspie na zlecenie Kremla kompromitujące zachodnich polityków i celebrytów materiały. Zdaniem dziennika tylko tak można wytłumaczyć "niezwykle dostatni tryb życia” Epsteina.
Z ujawnionych wiadomości mailowych Epsteina wynika – też według „Daily Mail” – że miał on bliskie kontakty z rosyjskimi politykami, bo oferował im przed szczytem Trump-Putin w Helsinkach w 2018 roku „cenne informacje” o tym, jak postępować z prezydentem USA. Finansista wysłał wówczas wiadomość w tej sprawie do Thorbjørna Jaglanda, ówczesnego sekretarza generalnego Rady Europy i byłego premiera Norwegii, że mógłby „zasugerować Putinowi” jego możliwości.
Zarówno według „Daily Mail”, jak i „Daily Telegraph” Epstein został wciągnięty w działalność szpiegowską przez Roberta Maxwella, skompromitowanego brytyjskiego magnata medialnego i ojca Ghislaine Maxwell, odsiadującej 20-letni wyrok za handel dziećmi wspólniczki Epsteina.
Maxwell miał według gazety być od lat 70. rosyjskim agentem, ale był także powiązany z Mossadem. Takich powiązań gazety nie wykluczają także w przypadku Epsteina. Maxwell uczestniczył m.in. w organizowaniu ekstradycji sowieckich Żydów do Izraela. W zamian miał prać z pomocą Epsteina rosyjskie pieniądze na Zachodzie.
Jak podaje gazeta, Epstein miał mieć także długotrwałe powiązania z rosyjską przestępczością zorganizowaną, co ma tłumaczyć łatwość, z jaką potrafił sprowadzać „dziewczyny” z Rosji.
"Medialna sensacja"
Grzegorz Kuczyński, autor książki „Jak zabijają Rosjanie”, zapytany o komentarz do doniesień brytyjskich mediów, ocenił, że biorąc pod uwagę, jak długo trwała działalność Epsteina i skalę jego powiązań z politykami, przypisywanie mu roli rosyjskiego szpiega to na razie jedynie „medialna sensacja”. Musiał on być niewątpliwie sprawdzany przez zachodnie służby – podkreślił Kuczyński.
"Daily Mail”, powołując się na „źródła”, zwraca jednak uwagę, że akurat brytyjskie służby były „powściągliwe” w kwestii monitorowania działalności Epsteina ze względu na jego kontakty z członkiem rodziny królewskiej.
Opublikowane w ub. piątek dokumenty zawierają korespondencję Epsteina lub przynajmniej wzmianki na temat prominentnych osobistości publicznych, w tym brytyjskiego biznesmena Richarda Bransona, Elona Muska, Billa Clintona, a także Donalda Trumpa.
Nowy zbiór dokumentów zawiera tysiące odniesień do obecnego prezydenta USA, ale – jak podkreśla m.in. PBS News – rzuca „niewiele światła” na jego relacje z Epsteinem. W ujawnionym pakiecie znalazły się e-maile, w których Epstein i inni dzielili się artykułami prasowymi o Trumpie, komentowali jego politykę lub poglądy polityczne, a także plotkowali o nim i jego rodzinie. Prezydent, który w latach 90. XX w. był przyjacielem Epsteina, zerwał z nim kontakty przed pierwszymi zarzutami o przestępstwa seksualne dla finansisty.
Podobnie jak Trump, były amerykański prezydent Bill Clinton spotykał się z Epsteinem ponad dwie dekady temu, między innymi latając okazjonalnie jego prywatnym odrzutowcem. Clinton zaprzeczył, że wiedział o nadużyciach Epsteina, a jego przedstawiciele twierdzą, że zerwał stosunki z Epsteinem w 2006 roku.