Lapoński Departament Ratownictwa zakończył właśnie główny etap usuwania skutków potężnego wycieku oleju w porcie Kemi. To najbardziej wysunięty na północ region Zatoki Botnickiej, oddzielającej Finlandię od Szwecji. Służby potwierdziły, że do wody trafiło 7,5 tysiąca litrów oleju opałowego. Sytuacja jest poważna – jak informuje Polsat News, fińskie władze uznały ten wyciek za incydent o "znaczącym charakterze".
Choć ratownicy ograniczyli rozprzestrzenianie się plamy do obszaru portu, liczby budzą niepokój. Część ekspertów szacuje, że ostatecznie do morza mogło wyciec nawet 12 tysięcy litrów paliwa.
Akcja ratunkowa w lodowym piekle
Ratownicy przez siedem dni walczyli z czasem i naturą. Pracę służb paraliżowały kry lodowe oraz marznąca woda poroztopowa, które utrudniały dostęp do plam ropy. Jak informuje Polsat News, ekipy sprzątające wykorzystały specjalistyczne wozy ssące, zbieracze szczotkowe oraz pałąki do identyfikacji oleju.
W operacji brali udział nie tylko strażacy, ale także operatorzy portu i specjaliści od ochrony środowiska. Każdego dnia monitorowali przemieszczanie się substancji, aby zminimalizować szkody przyrodnicze.
Kto odpowiada za skażenie?
Do wypadku doszło 12 lutego podczas rutynowego tankowania statku. Fińska Straż Graniczna natychmiast wszczęła dochodzenie, które ma wyjaśnić przyczyny awarii. Wstępne ustalenia wskazują na zaniedbania. Jak informuje Polsat News, służby obarczyły odpowiedzialnością za incydent miasto Kemi oraz spółkę zarządzającą portem.
Przyszłość zatoki pod lupą ekspertów
Zakończenie zbierania widocznego oleju nie kończy problemu. Toksyczne substancje mogą osiadać na dnie lub wnikać w strukturę lodu. Fińskie władze zapowiadają długofalowe monitorowanie regionu. Jak informuje Polsat News, eksperci będą regularnie pobierać próbki wody i osadów, aby sprawdzić, jak wyciek wpłynął na bałtycką faunę i florę. Wyniki tych analiz zdecydują o dalszych krokach rekultywacyjnych.