Dziennik.pl logo

USA kontra potentat handlu bronią

18 lutego 2010, 21:23
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Amerykanie postanowili zniszczyć imperium finansowe najsłynniejszego handlarza bronią na świecie Wiktora Buta. Postawione mu zarzuty obejmują oskarżenia o próbę pogwałcenia sankcji USA na działalność związaną z handlem bronią, pranie pieniędzy, spiskowanie w celu defraudacji i sześć zarzutów o defraudację.

Nowojorski prokurator Preet Bharara nie ukrywa, że zamierza dobrać się do kont Wiktora Buta rozsianych w bankach na całym świecie.

Każdy z zarzutów - jeżeli zostanie udowodniony - może kosztować legendarnego Pana Śmierci 20 lat za kratkami. W sumie grozi mu więc wyrok 180 lat więzienia. Niewiele mniejszy wymiar kary grozi jego najbliższemu współpracownikowi - Amerykaninowi syryjskiego pochodzenia Richardowi Chichakliemu. Sąd wejdzie też na konta Buta w bankach Wachovia, Deutsche Bank, International Bank of Commerce czy Israel Discount Bank of New York.

Według nowojorskiej prokuratury But i Chichakli w 2007 r. rozpoczęli tworzenie nowych linii lotniczych Samar Airlines. Kupowali samoloty i rekrutowali załogi, które zgodnie z ich zamysłem, miały transportować broń i kontrabandę między Stanami Zjednoczonymi a ojczyzną Buta - Tadżykistanem. Żeby sfinansować cały proceder, But uruchomił fundusze rzędu co najmniej 1,7 mln dolarów, dokonując elektronicznych przelewów z kont w Kazachstanie, Cyprze i Rosji. Suma ta - śmieszna w porównaniu do setek milionów, którymi obracał on przez poprzednie kilkanaście lat - przeszła też przez konta banków w Nowym Jorku i Salt Lake City. Te operacje dziś pozwalają Amerykanom pociągnąć handlarza do odpowiedzialności.

Jeszcze dwa lata temu, kiedy But został aresztowany w hotelu w Tajlandii, gdzie miał sfinalizować transakcję z rzekomymi bojownikami kolumbijskiej partyzantki FARC (a w rzeczywistości agentami amerykańskiej agencji antynarkotykowej DEA), eksperci z goryczą przyznawali, że wkrótce może on wyjść na wolność. Był zbyt potrzebny światowym rządom, również USA, jako cichy i nieformalny wykonawca zleceń, których oficjalnie nie wypadało wydawać. Handlarz - który przez niemal dwie dekady zaopatrywał strony konfliktów w Angoli, Kongu, Liberii, Rwandzie i Sudanie, dowoził broń zarówno do afgańskich talibów, jak i ich przeciwników - udowodnił, że może się przydać Waszyngtonowi.

czytaj dalej

"Jak to się stało, że But podpisał kontrakty z Pentagonem czy wcześniej z ONZ, nie wiadomo do dziś" - mówi nam Michael Moodie, ekspert ds. bezpieczeństwa instytutu Chatham House w Londynie. "Nie mam jednak wątpliwości, że musiało się to stać w chwili, gdy panował chaos, i nikt nie miał czasu sprawdzić, kim jest kontrahent" - dodaje. Rzeczywiście, taki chaos panował tuż po obaleniu Saddama Husajna. Gdy prezydent Bush w lipcu 2004 r. podpisał pakiet sankcji wymierzonych w liberyjskiego krwawego dyktatora Charlesa Taylora i jego sojuszników, a w konsekwencji kilka miesięcy później Departament Skarbu zamroził konta 30 powiązanych z Butem spółek, jednocześnie trzy inne firmy należące do "handlarza śmiercią" obsługiwały Amerykanów w Iraku.

Od 2003 r. jego samoloty przywoziły do Bagdadu przesyłki Federal Express dla sił lotniczych USA, namioty dla marines, urządzenia wideo do instalacji w czołgach i transporterach, wyposażenie do pracy na polach naftowych i personel słynnej firmy inżynieryjnej Kellogg Brown & Root. W 2004 r. doliczono się 142 lądowań maszyn tylko jednej z należących do niego linii - Irbis - na lotnisku w Bagdadzie. Amerykanie nigdy nie pokusili się o ujawnienie, ile zarobił on na rządowych kontraktach podpisywanych z Pentagonem.

But - choć jest najsłynniejszym handlarzem bronią - nie jest ani największy, ani jedyny. "Na świecie są dziesiątki takich jak on, działających na podobną, globalną skalę" - twierdzi Moodie. "Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy oferują broń niewielkiego kalibru. Nikt nie zna ich nazwisk, jednak operują oni na skalę nie mniejszą od Buta, choć bez jego spektakularności" - podkreśla nasz rozmówca.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Mariusz Janik
Mariusz Janik

Dziennikarz, fot. Materiały prasowe

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj