Generał zawieszony w obowiązkach od stycznia, nie ukrywał w ostatnich dniach, że nie akceptuje rządowego planu wyjścia z kryzysu; zaczął popierać "czerwone koszule". Zarzucano mu dowodzenie oddziałami paramilitarnymi opozycji.

Według źródeł medycznych w ciągu trzech dni starć na ulicach Bangkoku między opozycją a wojskiem zginęło już 36 ludzi, w tym jeden żołnierz sił rządowych. Jest około 250 rannych, wśród nich sześciu obcokrajowców.

"Są dwie kolejne ofiary śmiertelne z ostatniej nocy, żołnierz i manifestant" - powiedział cytowany przez AFP przedstawiciel tajlandzkiego pogotowia ratunkowego. 31-letni wojskowy zmarł w szpitalu od ran odniesionych w czasie patrolowania dzielnicy handlowej Silom.

Fotoreporter agencji Reutera donosił o ostrych starciach nocnych w okolicach luksusowego hotelu Dusit Thani w tej samej części miasta. Właśnie tam "czerwone koszule" wzniosły jedną ze swych barykad.

Protesty powoli wychodzą też poza stolicę; akty przemocy notowano na północy i północnym wschodzie. W niedzielę stan wyjątkowy władze ogłosiły w pięciu dalszych prowincjach. Obowiązuje on w sumie 22 regionach kraju i przewiduje m.in. zakaz zgromadzeń z udziałem więcej niż pięciu osób i szerokie uprawnienia wojska.

Uliczne protesty reprezentujących uboższe grupy ludności wiejskiej "czerwonych koszul" trwają od połowy marca. Demonstranci domagają się, by premier Abhisit Vejjajiva natychmiast ustąpił ze stanowiska. Chcą też rozwiązania parlamentu i przedterminowych wyborów. W towarzyszących protestom aktach przemocy zginęło od 10 kwietnia około 60 ludzi, w większości cywilów.