Setki osób trafiły do więzienia, gdy lokalny sekretarz partii komunistycznej wpadł w szał. Zakazał protestantom budowy kościoła, a ci zagrali mu na nosie, pojawili się na placu budowy i mury świątyni zaczęły piąć się w górę. Od razu pojawiła się chińska policja. Równym krokiem uzbrojeni i opancerzeni funkcjonariusze ruszyli na spokojnych ludzi, którzy tylko chcieli postawić sobie dom modlitw. Wierni nie chcieli jednak pozwolić, by ateiści zniszczyli im kościół. Chwycili kilofy, szpadle i ruszyli na reżimową bezpiekę.
Zaczęła się regularna bitwa. Jednak chrześcijanie ulegli. Policjantów było zbyt wielu. Setki osób trafiły do aresztu i teraz czekają ich obozy pracy. A władze komunistyczne ogłosiły tryumf walki socjalizmu z wichrzycielami. Sekretarz pięknie i gładko wytłumaczył, że kościół powstawał bez pozwolenia, na państwowej ziemi, a policja "przywróciła porządek". Potem wydał rozkaz, by niedokończoną świątynię zburzono, a na jej miejscu stanęło... muzeum komunizmu.