Rząd Izraela zareagował natychmiast i ogłosił, że w czwartek po południu w Libanie nie będzie ani jednego żydowskiego żołnierza. Bo Libańczycy mają dość żydowskich okrętów, które blokują porty i samolotów, które wciąż krążą niedaleko Bejrutu, gotowe ostrzelać każdą lądującą maszynę.
"W czym problem?" - pyta retorycznie rzecznik izraelskiej armii. "Pozwalamy lądować każdemu samolotowi, który wiezie żywność i leki. Chcemy być pewni, że do Libanu nie dotrze broń dla Hezbollahu" - mówi.
Rząd w Bejrucie nie wierzy w obietnice Izraela. Jeśli Żydzi nie wycofają swoich żołnierzy, libańska armia, choć gorzej uzbrojona, może zaatakować. A wtedy zacznie się kolejna wojna.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
