Jej koszmar zaczął się 2 marca 1998 roku w drodze ze szkoły w Wiedniu. Wtedy jako kilkuletnia dziewczynka trafiła w ręce 36-letniego oprawcy, Wolfganga Priklopila. Mężczyzna uwięził bezbronne dziecko w piwnicy. "Strasznie tęskniłam za moimi kotkami. I dziadkami" - zwierza się Natascha Kampusch w wywiadzie dla dziennika "Bild".

Choć była małym dzieckiem, bardzo dzielnie radziła sobie z wielką samotnością i strachem. Kiedy miała 12 lat, po raz pierwszy postanowiła uciec. I choć psychopata groził jej, że gdy spróbuje ucieczki, to zabije sąsiadów, którzy jej pomogą, a potem zabije siebie - dla niej nie było innego wyjścia. Zaczęła podstępnie i mozolnie zdobywać zaufanie porywacza. Była dla niego miła, pomagała w gotowaniu i sprzątaniu domu.

W końcu - 23 sierpnia - pojawiła się okazja. Prikopil, trochę "znieczulony" jej wzorowym zachowaniem, rozmawiał przez telefon. Wtedy uciekła. "Gdy wybiegłam przez bramę ogródka, aż mi się w głowie zakręciło". To była scena jak z filmu akcji. Biegła ile sił, przeskakiwała przez ogrodzenia. W końcu jedna z sąsiadek pomogła jej, dzwoniąc na policję.

Gdy porywacz zorientował się, że zniknęła, rzucił się pod pociąg. Teraz Natascha odzyskała upragnioną wolność. I snuje plany na przyszłość. Chce się uczyć i podróżować. "Prosiłam mamę, byśmy wybrały się w długi rejs. Chcę też zobaczyć Londyn i Nowy Jork". Poza tym będzie pomagać innym, tak jak ona pokrzywdzonym przez los. Chce ratować kobiety maltretowane w Meksyku i głodujące dzieci w Afryce. "Ja też zaznałam głodu" - tłumaczy dziewczyna.