Stephanie Cole jeszcze nie może się otrząsnąć. Najpierw w bezchmurny dzień na jej auto spadła bryła lodu. Kilka dni później dowiedziała się, że nikt jej za zniszczony samochód nie zapłaci.
Cole spokojnie wracała z pracy do domu. Nagle coś potężnego rąbnęło w jej auto. Gdy wysiadła, nie mogła uwierzyć własnym oczom... Na masce samochodu leżała gigantyczna bryła lodu! Spojrzała w niebo - było bezchmurne, więc to nie mógł być grad. Dopiero specjalna komisja doszukała się pochodzenia "bomby".
Okazało się, że... spadła z przelatującego samolotu pasażerskiego! Zwykle podczas lotu na samolotach osadza się gruba warstwa zamarzniętej wody. Cole miała pecha, bo akurat bryła trafiła w jej samochód. Mechanik wyliczył szkodę na prawie 650 funtów (4 tys. zł). Ale firma ubezpieczeniowa powiedziała: nie zapłacimy. Owszem, mogłaby, pod jednym tylko warunkiem: że Cole udowodni... z którego samolotu spadł lód.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl