"Nie mam zamiaru łamać konstytucji i kandydować po raz trzeci" - mówił rosyjski prezydent. Nie zdradził jednak, kto będzie jego następcą. A to w Rosji jedno z najważniejszych pytań, bo rosyjski prezydent praktycznie jest samowładcą. Mianuje gubernatorów, dowodzi wojskiem, wyznacza premiera i ministrów.
Putin, jak widać, czeka do ostatniego momentu, by znaleźć właściwego kandydata. To prawie jak ogłoszenie o pracę. Bo prezydent chce, by jego następca poprawił stosunki z Unią Europejską, zlikwidował nędzę i wprowadził system wielopartyjny.
Jednak rosyjscy komentatorzy podejrzewają, że spotkanie prezydenta z ekspertami miało tylko uspokoić Zachód. To sygnał, że Rosja jest w pełni demokratyczna i nie będzie w niej żadnych gwałtownych zmian, które zakłóciłyby dostawy gazu i ropy do Europy.
Ale Putin, wrew pozorom, nie chce rozstać się z władzą na dobre. Komentatorzy są pewni, że trzeba będzie zapomnieć o jego obietnicach. Następnym prezydentem najpewniej zostanie marionetka Putina, która po skończeniu kadencji znów odda mu z powrotem władzę. Bo według konstytucji prezydent nie może pełnić tylko dwóch kadencji z rzędu. Po czteroletnim odpoczynku od polityki znów może startować w wyborach.