Uwielbiał życie na krawędzi. Gołymi rękami chwytał i ujarzmiał krokodyle, łapał jadowite węże, nurkował w poszukiwaniu groźnych ryb. Na całym świecie miał miliony fanów, ale ojciec „łowcy krokodyli” na pogrzeb syna zaprosił tylko najbliższą rodzinę i przyjaciół. Tysiące wielbicieli pojawią się na oficjalnej ceremonii pogrzebowej za kilka dni. Zorganizują ją władze Australii.

44-letni Irwin zginął 4 września, gdy kręcił podwodny film na rafie koralowej. Płaszczka wbiła w niego kolec jadowy. Mimo szybkiej reanimacji przyrodnika nie udało się uratować.