Kołchozom brakuje rąk do pracy, a studenci sobie siedzą w akademikach. Dlatego w trosce o zdrowie młodzieży, która ślęczy po nocach nad książkami i traci wzrok, Aleksander Łukaszenka wysłał ich do prawdziwej pracy. Przy zbiorach owoców wyrobią sobie mięśnie, a z kolei zbieranie ziemniaków nauczy ich chodzić całe dnie ze zgiętym karkiem. A to na Białorusi bardzo się przyda.
Łukaszenka tym manewrem rozbroi także opozycję. Bo przeciw niemu protestują głównie studenci. Gdy wyśle ich do kołchozów, nie będą mu urządzać żadnych demonstracji. A potem przyjdzie zimna, deszczowa jesień i odstraszy młodzież od wychodzenia na ulicę. Tak więc białoruski tyran upiecze kilka pieczeni przy jednym ogniu.
Zresztą pomysł nie jest nowy. Za dawnych czasów, w bloku komunistycznym studenci jeździli "na wykopki", by - jak twierdziły władze - nauczyć się prawdziwej pracy.