Okazuje się, że światełko w tunelu to nic innego jak psikus mózgu, który niespodziewanie postanawia... zapaść w głęboki sen. Co więcej, takich figli układu nerwowego, niekoniecznie na łożu śmierci, ma szansę doświadczyć nawet co druga osoba! Okazuje się bowiem, że "wizytę w tunelu składały" także osoby, które dalekie były od śmierci, np. osoby przechodzące atak serca, epileptycy, a nawet ci, którzy zwyczajnie mdleli!
A klucz do rozwiązania zagadki światełka w tunelu tkwi w stanie półuśpienia, coś jakby balansowaniu na granicy snu i jawy. Kiedy to niby jesteśmy pogrążeni we śnie, ale jednocześnie docierają do nas różne sygnały. Dokładnie widać to w zaburzeniach snu zwanych narkolepsją objawiającą się tym, że osoba momentalnie zapada w sen, któremu często towarzyszą silne halucynacje lub uczucie opuszczenia własnego ciała. O podobnych doznaniach opowiadają także znajdujący się w stanie śmierci klinicznej ludzie.
Stan półuśpienia mózgu stanowi także przyczynę paraliżu sennego, kiedy po przebudzeniu nie możemy ruszać połową lub całym ciałem, ponieważ jedna półkula naszego mózgu
nadal śpi. Teoria Nelsona wyjaśnia też uczucie jedności i łączności ze wszechświatem, jakie towarzyszy zjawiskom przy śmierci klinicznej.
Zjawisko światła w tunelu przez długie lata pozostawało tajemnicą dla badaczy. Mimo spójności i niezwykłej dokładności relacji pacjentów, którzy doświadczyli tego paranormalnego
zjawiska, naukowcy byli w stanie zaproponować jedynie bardzo mgliste wyjaśnienia i hipotezy. A zjawisko przejścia przez tunel zachowało etykietkę paranormalnego czy wręcz magicznego aż do
teraz.
Opracowanie poświęcone temu z najciekawszych złudzeń ludzkiego mózgu zamieszcza na swoich łamach najnowszy „New
Scientist”.