To jedna z największych atrakcji turystycznych stolicy świata. USS Intrepid bił się podczas II wojny. Zatopił największy japoński pancernik "Musashi" i kilka krążowników. Wróg trafił go cztery razy. Najgorzej, gdy uderzyły w niego samoloty kamikaze. Ofiarą pilotów-samobójców padło wtedy 89 marynarzy.
Po zawarciu pokoju Intrepidem targały różne koleje losu. Wykorzystano go m.in. do blokady Kuby podczas kryzysu w Zatoce Świń w 1962 roku. 14 lat później wziął udział we wspaniałej paradzie okrętów wojennych na cześć 200-lecia Stanów Zjednoczonych. Później jednak Amerykanie nie mieli za bardzo pomysłu, co z nim zrobić. W końcu przeznaczono go na złom.
Jednak w 1982 roku historycznym okrętem zainteresowało się małżeństwo nowojorskich filantropów. Hojna darowizna pozwoliła na ocalenie okrętu i otwarcie muzeum.
I tu ciekawostka. Bo wśród pamiątek można też znaleźć polskie dary. Jest m.in. portret marszałka Piłsudskiego wyryty w metalu i samolot Mig-21 z biało-czerwoną szachownicą. Oprócz eksponatów, za 12 dolarów - tyle kosztuje wstęp do muzeum - można też obejrzeć filmy dokumentalne, czy też pobawić się na symulatorze samolotu z okresu II wojny.
Jeśli chcesz się wybrać na okręt, lepiej weź ze sobą kanapki. Bo jadło w messie, przekształconej w kafeterię, jest drogie i podłe.