Kiedy samolot z papieżem wylądował na lotnisku w Ankarze, nad głową Benedykta XVI krążyła para niewidocznych samolotów myśliwskich F-16. Nad nimi przestrzeń powietrzną śledził w tym czasie AWACS, który jest największym latającym radarem na świecie. Do tego na niższym pułapie jednomiejscowe śmigłowce szturmowe, wyprodukowane w Rosji Ka-50-2 erdogan.

Kiedy papież pojawił się na schodach samolotu, w pełnej mobilizacji byli snajperzy na okolicznych dachach. Przez lunety obserwowali całą okolicę i wszystkich, którzy witali Benedykta XVI. Byli w stałym kontakcie radiowym z papieską kolumną.

Papież poruszał się opancerzoną limuzyną, która nie tylko wytrzymuje ostrzał z "kałasznikowa", ale również pozwala przeżyć w przypadku strzału z granatnika RPG, który niszczy czołgi. Samochód ma automatyczną instalację gaśniczą. Ochrona może za pomocą specjalnego uchwytu odstrzelić tylne drzwi, by papież mógł wysiąść nawet, gdy zostaną one zablokowane. Specjalna klimatyzacja chroni przed atakiem gazowym. Koła auta pompowane są przez specjalną sprężarkę, tak jak w przypadku kołowych transporterów opancerzonych. Nawet gdy są przestrzelone, można wyjechać z terenu zagrożonego.

Tylne drzwi auta papieżowi prawą ręką otworzył ochroniarz, który zaraz potem własnym ciałem zasłonił wsiadającego Benedykta XVI. To on pierwszy narażony był na ostrzał. Za nim trzech ochroniarzy, którzy mieli długą broń. Korzystają z MP-5, niemieckiego pistoletu maszynowego - swoistego mercedesa wśród broni strzeleckiej. Każdy z nich miał dodatkowo w kaburze na pasie lub udzie SiG - Sauera lub Glocka. To pistolety, których używają ochroniarze na całym świecie.

Papież w Turcji nie jeździ papamobile. Były rzecznik Watykanu Joaquin Navarro-Valls zauważył, że samochód panoramiczny służy przede wszystkim temu, by papieża widziało jak najwięcej wiernych. Tymczasem - podkreślił - w Turcji nie będzie żadnych tłumów. Papież nie zdecydował się też na założenie kamizelki kuloodpornej, chociaż był do tego namawiany przez ochroniarzy.

W kolumnie papieskiej jedzie kilka pojazdów. Pierwsze dwa radiowozy pędzące na czele mają za zadanie rozjechać wszystko, co znajdzie się na jezdni. Każdy kawałek szmaty czy gazety - w obawie, że pod nimi jest bomba. Potem trzy samochody ochrony i dwie papieskie limuzyny. Nie wiadomo, w której siedzi Benedykt XVI. Następnie furgon z odchylonymi bocznymi drzwiami. Tam z bronią gotową do strzału siedzą kolejni ochroniarze i mieści się zbrojownia.

Potem kolejne auto z charakterystyczną kopułą na dachu. Urządzenie w nim zamontowane wysyła impulsy elektromagnetyczne, które mają uniemożliwić odpalenie drogą elektroniczną ładunku wybuchowego. Impulsy są tak silne, że w promieniu kilkuset metrów od pojazdu przestają działać telefony komórkowe, a alarmy w parkujących w pobliżu autach głupieją.

Pomyślano również o papieskim menu. Wszystkie produkty pochodzą od specjalnie sprawdzonych dostawców. Zanim cokolwiek trafi do ust Benedykta XVI, zostanie osobiście sprawdzone przez ochroniarzy.