Początkowo strażnicy myśleli, że Rosjanie ścigają przestępców. Jednak gdy z auta wytoczyło się czterech mężczyzn i zaczęli pytać, czy gdzieś Ukraińcy nie widzieli zwierzaka, na którego polowali, od razu zrozumieli, że milicjanci się trochę zgubili. Oczywiście Rosjanie nie chcieli zawrócić. Próbowali postraszyć Ukraińców, ci jednak się nie dali. Dopiero po kilku strzałach ostrzegawczych Rosjanie się uspokoili.
I wtedy na pomoc zjechało kilka samochodów z rosyjskimi "bezpiecznikami". Byli trochę trzeźwiejsi, stanęli po swojej stronie granicy i celując do pograniczników, domagali się uwolnienia kolegów. Jeden tylko się trochę zapędził i wbiegł na teren Ukrainy. Chciał się bić z funkcjonariuszami, ci jednak szybko go uspokoili.
A cała banda podpitych milicjantów dostała od sędziego wysokie mandaty, a potem wyrzucono ich z terytorium Ukrainy.